Tajne dane statystyczne ... Nie, nie ma to nic wspolnego z Mozilla i innymi takimi ;-)
Cholera miałem zdrowieć chyba ... co to jest :]
IgM IgG
NORMA: <0,400 <0,240 :]
10.09.2003 2,100 2,800
20.11.2003 2,070 1,940
13.01.2004 1,440 1,260
14.07.2004 1,090 1,050
09.11.2004 0,780 1,720
1 komentarz
Nr: e74158 | Poziom: 0 | Kategoria: Ogólne @ 12 listopada 2004 o 12:18:48.
Od lat podejżewałem, raz mniej, raz bardziej, teraz jestem już pewien. Jestem przekonany i nie za bardzo wiem co z tym zrobić. Czego jestem pewien? No udowodniłem sam przed sobą, że jestem walnięty, mam kisiel zamiast mózgu i tyle. :D Co mnie przekonało? A nic takiego sen miałem ... to samo w sobie jest dziwne, bo zwykle spię tak, że nic mi sie nie śni lub w wersji innej - za nic nie pamiętam, żeby mi sie coś śniło. Ale po kolei...
Generalnie jestem chwilowo w cyklicznym ciągu pracy, znaczy śpię mało kombinuję dużo i czasami nie wytrzymam, tak było kilka dni temu ... nie wytrzymałem napięcia i po prostu zasnąłem, nagle i niespodziewanie. No i stało się...
Rozmawiam przez telefon, z kimś sie umawiam, chyba z Łukaszem, ale nie jestem już w tej chwili przekonany. On nie ma za dużo czasu, ale jest szansa, że znajdzie dla mnie kilka minut. Mamy sie spotkać jutro na ... Żarze. No niezła jazda bo sie zgadzam. Myślę sobie, że nie jest źle, że co prawda daleko, ale przy okazji spotkam sie ze Zbyszkiem i z Muzzym może.
Tu mały wtręt rzeczywistości... Łukasz jak i ja mieszka w Poznaniu, Zbyszek w "Kieleckiem", Muzzy w Krakowie, Żar ... Żar jest nadal tam gdzie był... Ani pod Poznaniem, ani w Końskich, ani w Krakowie...
Wyruszam w podróż. Nie wiem chyba samochodem ... dojeżdżam do jakiegoś lotniska. Nie wiem czy w Poznaniu, czy w Gliwicach czy gdzie to jest, wiem, że jedyna szansa dostania sie na Żar to lot ... liniowy Antkiem. :D Kupuję w kasie bilet powrotny :D Dostaję dwie zielone karteczki jak ... jak kiedyś na tramwaj czy co i siadam w samolocie. Lot trwa krótko, właściwie chyba nie trwa, znaczy że nic się nie dzieje. To też dziwne, bo podczas lotu Antkiem przecież zawsze coś się dzieje, ale nei o wszystkim wolno opowiadać na forum publicznym. Tym razem nie. W końcu to lot liniowy, Antonow ląduje na lotnisku pod górą Żar. Pamiętam to miejsce i tak na prawde chyab niewiele ma wspólnego z prawdziwym Żarem, ale to nieistotne. Jeszcze w jego czasie kontaktuję się telefonicznie z kilkoma osobami i dogaduję spotkania, jak jakiś bussinesman conajmniej. :D
I proszę mi nie mówić, że podczas lotu nie używa się telefonu, bo to nie do końca tak. Aby nie przekombinować ustalmy, że telefon ma szanse zakłucać pracę zaawansowanych urządzeń elektronicznych. Rosjanie o tym wiedzieli i w trosce o bezpieczeństwo zrezynowali z ich montażu w Antonowie :D.
Po wylądowaniu idę z rupą pasażerów wzdłuż jakieoś płotu czy coś, i zauważam identyczną rupę idącą w przeciwnym kierunku. Wśród nich jest osoba z którą chciałem sie spotkać, niech będzie, że to ten Łukasz, choć nie jestem do końca przekonany. Przyłączam się do niego i idę spowrtoem do samolotu. Zmieniły mu sie plany i musi natychmiast wracać, mam czyas na pogadanie do odlotu. Ja musze zostać na miejscu bo już przeciez umówiłem sie ze Zbyszkiem (i być może spotkam Muzzyego). Trwa żywa rozmowa o czymś niezywkle istotnym, słowa wylatują jak z karabinu maszynowego. Wsiadam do samolotu, informuję pilota, że nie lecę z nimi tylko pogadam z "Łukaszem" i wysiądę przed startem. Zgadza się, pyta tylko czy mam bilet, bo inaczej nie będę mógł wsiąść na pokłąd. Pokazuję zieloną karteczkę. Żywa dyskusja jest kontynuowana, siedze przed "Łukaszem" trochę wykręcony, dyskusja, gestykulacja, wymiana poglądów na nie znany mi w tej chwili temat, choć mogę się domyślac o co chodziło. Nagle ... zaczyna się!
Zauważam, że lecimy... nie wiem jak to sie stało, że nie zauważyłem chwili startu, ale nie zauważyłem. Jestem zły bo przeciez na ziemi czeka na mnie Zbyszek, i być może inni z którymi się umówiłem. Przekręcam się na fotelu i zaglądam przez ramię pilota, robie mu wyżuty, że nie pozwolił mi wysiąść, czy nie ostrzegł że startujemy. Nie reaguje, jest bardzo zajęty. Najprawdopodobniej próbuje wytrymować maszynę do lotu poziomego. Używa do tego ... przycisków. Ma trzy kremowe guziki, każdy pracujący niestabilnie w trzech pozycjach (góra/off/dół) i naciska je enericznie w różnych kombinacjach, po dwa po trzy naraz ... nie to nie może być Antek :D
Nie nie zastanawiałem sie jak to możliwe że pilot był w zasięgu fotela pasażera, dlaczeo pilot był jeden (Był jeden!) i skąd guziki. Pamiętam tylko sytuację i nagłe ... przerażenie. Lecimy tuż nad czubkami drzew, właściwie prawie w lesie, pilot tak zapamiętał się w naciskaniu guzików, że nagle yuż przed nami wyrasta las ... wpakujemy sie w nieo jak nic. Zero zastanawiania, chwytam za drąga i ciągne na siebie, jednocześnie otwierając przepustnice na max (tak w Antku nie ma drąga ... co mam powiedzieć ... w tym był :) )Samolot wyskakuje do góry, a ja ... dostaję reprymendę od pilota żeby trochę ostrożniej, bo nam się samolot rozleci. Dyskutuję chwilę o bezpiecznej wysokości lotu ... dowiaduję się, że nie możemy lecieć wyżej ... anwet to zrozumiałem i przyjąłem do wiadomości, widocznie musiało byc rozsądne nie pamiętam o co chodziło. Zastanawia mnie trochę dlazceo samolot jest aż tak miękki na sterach, ale jakoś to przyjmuję do wiadomości robiąc żartobliwe porównania do ultralighta.
Faktycznie keidy myślę o tej sytuacji, a utkwiła mi w pamięci to mogę stwierdzić, że w porównaniu z tym wyśnionym Antkiem taka Cessna to chodzi jak boening co najmniej ale to tylko tak ... bokiem ... najlepsze dopiero sie zacznie... i będzie szybko...
W międzyczasie znalazłem się już na prawym fotelu drugieo pilota. Samolot cały czas leci tuż nad lasem, a cała uwaga pilota skupiona jest na omijaniu wystających nad las co wyższych (wystających) drzew. Lecimy wzdłuż opadającego zbocza góry cały czas tracąc wysokość to dlateo te drzewa co i rusz wyrastają nam wprost przed maską. Strasznie mnie ta sytuacja denerwuje, nie żebym się jakoś straszliwie non stop bał, teo uczucia nie pamiętam, ale powiedzmy że czuję się nieswojo. Jeśli chodzi o sam kokpit to niewiele pamiętam, może to i dobrze bo pewnie okazało by się, że lecimy jak lecimy bo pilot zajęty jest głównie kręceniem korbką napędzającą żyrokompas lub coś w tym guście :D, pamiętam za to doskonałą widoczność w każdym kierunku. Coś jak widoki rodem ze Zlina czy inneo Eurostara, napewno nie z Antka. W pewnym momencie wpadamy w jakieś ostre duszenie i już nie lecimy tyż nad czubkami drzew, a tuz nad polaną, przed nami ściana lasu. Pilot wykonuje zwrot bojowy i przelatuje ... między drzewami hacząc o niektóre dość znacznie, full pro, ale gdyby to nie był sen to zesrał bym sie ze strachu jak nic :D
Loika każe myśleć, że w tej sytuacji po wykonaniu nawrotu wpasowaliyśmy się w stok jak nic, ale loika w moim śnie nie wystąpiła w związku z czym lecimy dalej powtarzając manewr slalomu między sosnami jeszcze kilka razy. Moje nerwy są w strzępach kiedy ... zauważam mały samolot ... szybowiec ... hgw po naszej lewej burcie. Wygląda .. bo ja wiem jak Pirat ze śmiłem z przodu, albo coś w tym stylu. Leci spokojnie, równo obok nas, również bardzo nisko ... chyab nawet niżej niż my (O jaka z tamtąd była widoczność w końcu on jest po lewej, a ja w prawym fotelu :D).
nie wiem jak to wymyśliłem, a ni jak zrealizowałem, ale w trosce o żytcie opuściłem Antka i przesiadłem się na ten nowy środek transportu. Teraz ... lecę uczepiony ogona tego wynalazku (Pirat ze śmigłem). Śmieszne jest to (to wogule jest śmieszne ale wtedy śmieszne było to...), że nie powiewam jak husteczka na wietrze a ... siedze. Znaczy pozycje mam siedzącą i rękoma trzymam sie ogona tego latającego cuda. Odkrywam przy okazji, że ... to coś nie ma stateczników na ogonie, i nie ma skrzydeł, za to śmigło coś jak w śmiłowcu, choć chyab nie napędzane. Wychodzi że lecę uzcepiony czeoś co ma kadłub szybowca a de facto jest jakimś wymyślnym żyro. Pilot chyba mnie nie zauważa, leci sobie spokojnie a ja z wysokości około 15m obserwuję las i wioski nad którymi przelatujemy.
W pewnym momencie ... no bo już było chyba za spokojnie, śmigło napędzające mój nowy środek transportu rezygnuje ze wspólnego lotu i ... odchodzi w bliżej nie znanym kierunku. Lecimy dalej lotem szybowym, ale ja chyba straciłem zaufanie do tego aeroplanu ... po prostu puszczam się i ląduję na ziemi. Przez chwilę jestem zdezorientowany (podejżewam, że mój procesor w tej chwili stara sie wyrenderować jakiś bardziej rozbudowany statyczny krajobraz). Siedze gdzies przy drodze czy coś, obok wysoki płot. Nagle słysze charakterystyczny strzal ... spoglądam w górę... widzę lecące gdzieś jakieś techniczne szczątki i otwierający się spadochron desantowy. ląduje tuz obok w jakimś stou, czy coś takiego. Podbiegam zapytać czy wszystko o.k. i ... widzę lalkę w stroju ludowym... po chwili wokół ląduje takich lalek więcej. Faceci i kobiety, wielkości naturalnej, wszystkie w strojach ludowych ... nieliczni przechodnie nie zwracaja na nie uwagi.
Orientuję się, że lalki sa wystrzeliwane z zza tego płotu który jest obok. To jednostka wojskowa ... jakieś eksperymenty robią, lalki startują ze śmigłem rokręcanym jak w takiej zabawce którą pamietam z dzieciństwa, to śmigło później odpada, a lalka ląduje na spadochronie... jassne
Cięcie i mała zmiana planu, rozmawiam z jkąś niesympatyczna kobietą, pytam ją o drogę dokądś - nie pamiętam dokąd - olewa mnie, zostawia niesympatyczne wrażenie. Wchodze do jakiejś chałupy, tam domownicy chyba jedzą obiad, pytam o ... adres Muzzyego, muszę go znaleźć a on gdzieś tu mieszka. Być może było tak, że ja ten gyro/szybowiec opuściłem bo gdzieś tu miałem znaleźć Muzzyego? Nie wiem, nie jestem pewien ale chyba właśnie o to pytałem również niesympatyczną panią. Dostaję namiary, zapisuję je na otrzymanej karteczce, coś jak pocztówka tekturka ... nie wiem, żólte z jednej strony było, chyba jakieś zdjęcie czy coś. Zapisuję adres, składam tekturkę i chowam do kieszeni koszuli, dziękuję za pomoc i wychodzę.
Idę asfaltową drogą wzdłuż wsi ... chyab w dół, nie dłyugo tak idę ikedy spotykam Myzzyeo który wyszedł z Żoną na spacer. Zaczynam mu opowiadać co się zdażyło, jak byłem na Żarze, jak leciałem Antkiem między drzewami i to wszystko co przed chwilą. Pokazuję żółtą tekturkę z adresem...
... dzwoni telefon... telefon ...
Budzę się a telefon nadal dzwoni. Olewam to i wychodzę chyba ... ide się umyć. Neli odebrała, przynosi mi słuchawkę, to Zbyszek ... opowiadam mu to co przed chwilą tu opisałem i sikam ze śmiechu. Jeszcze się do końca nie obudziłem, obrazy mam ciągle przed oczyma, moja opowieść nie jest szczegółowa, mówie tylko o największych cudach jakie widziałem, że mieliśmy się spotkać na Żarze, że poleciałem tam Antkiem, że ... chyba dlatego że opowiadam to jeszcze właściwie śpiąc tak dobrze to zapamiętałem. Dochodzimy wspólnie do wniosku, że jestem jednak ostro walnięty i umawiamy się na jakiś kontakt emailem jak już sie obudzę...
Tak ... kategorycznie mam kisiel zamiast mózgu...
P.S. Wiem ... 'g' mi na klawiaturze wysiada :D