trackback
Wpis nr e227643 na 0. poziomie, wysłany 06 lipca 2006 o 11:27:37.
Trzeba było pojechać do miasta, wariat parkować nie lubi to wariat wsiadł na rower. Rowerem tam, rowerem z powrotem ... w połowie drogi trzask
i ... nie ma na czym usiąść :> Strzeliła śruba mocująca siodło. Wszystkie kawałki na miejscu ... szczęście bo stało się to w miejscu gdzie za chwilę miał mnie wyprzedzić brat jadący tą samą trasą samochodem (wcześniej dzieki korkom nie byłby w stanie mnie wyprzedzić), powrót zapewniony. Ale ... wpadłby ktoś na pomysł, żeby siodło roweru było skręcone śróba nie metryczną? M6 za mała, M8 za duża ... i szukaj teraz czegoś co na nasze byłoby ~M7 ... ech ... mam nadzieję, że aby popedałować w weekend nie będę zmuszony kupować nowego siodła ... trochę jakgdyby się nie opłaca, a przy okazji ciekawe jak pozostałe gwinty i co będzie jak pojawi się podobny problem gdzieś w trasie, niech będzie 50km od domu...
Siodełko, to nie problem. Da się dalej jechać. Jako szczyl jeździłem na kolażówce, więc przywykłem, że z siodełka korzysta się tylko czasami. I to raczej opierając się o nie udem, niż siadając. Tyłek nie lubił go, oj nie lubił. Zwłaszcza przez pierwsze dni sezonu... ;)
Gorzej, jak pedał odleci, bo klin się ściął, albo odkręcił i wyleciał...
Oczywiście, że dojechałbym na miejsce bez siodła, ale wiedziałem, że za jakieś 30 sekund pojawi się młody, który dalej będzie jechał do Auchan na chwilę (więc mogę wyskoczyc do "liroja" po śrubę...
Swoją drogą ona pękła gdy nie siedziałem, bo rozpędzałem się w celu wskoczyć na drogę osiedlową wzdłuż "dwupasmówki" ...
Całe szczęscie, że w rowerze wielu śrub o znaczeniu krytycznym nie ma, ale tak czy siak świadomość, że są one nie zdobywalne w sklepie dowolnym średnio mi się podoba :D