BP data fail

16 komentarzy

Od wielu lat tankuję paliwo głównie na stacjach BP. Dlaczego? Bo przywiązali mnie do siebie kartą na punkty za którą nie chcieli danych osobowych. Chodziło tylko o to, żeby na stacji BP tankować i tyle. Między innymi dlatego, jeśli miałem do wyboru 2 stacje i jedną z nich była stacja BP zawsze wjeżdżałem doładować punkty. Robiłem to bez większego zastanowienia, ot taki odruch i tyle. Na cenę paliwa nigdy nie patrzę, bo mój głupi mózg jest jakoś tak skonstruowany, że o ile bez problemu pamiętam, że częstotliwość vsync w ATARI ustawiało się w &hff820a (czego od lat z górą 15 nie używałem), o tyle nie jestem w stanie zapamiętać co ile i gdzie kosztuje.

I tak było, aż do teraz. Firma zdecydowała się na wymianę kart, tym razem chcą już mieć dane do spamowania, co skutkuje tym, że podziękowałem za uprzejmość. To co ja i reszta rodzinki uzbierała wymienimy na cokolwiek, albo po prostu wyrzucimy na śmietnik i po robocie. Podejrzewam, że z takim podejściem jestem w mniejszości, ale na pewno nie jestem jedyny. Ciekaw jestem, czy marketoid który podjął decyzję o wymianie był świadom, że w pewnym sensie strzela do własnej bramki.
Jest przecież jasne, że te wszystkie ich „nagrody” w stylu komplet narzędzi za 30zł w markecie budowlanym, to tylko taka zabawa bo z ekonomicznego punktu widzenia znacznie lepiej zatankować auto na tańszej stacji i różnicę od razu wydać na „nagrodę”.


20k punktów na BP to jakieś 60'000zł wydane na paliwo (dziś zapłaciłem 189zł i doliczyło mi 60 punktów). Litr (Pb98) paliwa kosztował 4,64zł, myślę, że bez problemu dałoby się znaleźć stację, gdzie to samo paliwo kosztuje dziś 10 groszy mniej, co daje jakieś 5zł oszczędności na tankowaniu i pozwala oszczędzić na wkrętarkę już <sic!> po wydaniu 8300zł na paliwo.

Więc skoro punkty za tankowanie to tylko taka zabawa i przywiązanie podświadomości użytkownika do siebie to imo akcja dane za nic nie warte nagrody to poważny fail ze strony stacji. Tyle ...

Bo w windowsach wszystko działa ... inaczej :D

20 komentarzy

Tego jeszcze w kinach nie grali. Jest sobie pędrak, a na nim dwie partycje: # fdisk -l /dev/sda Disk /dev/sda: 2063 MB, 2063597056 bytes 255 heads, 63 sectors/track, 250 cylinders Units = cylinders of 16065 * 512 = 8225280 bytes Disk identifier: 0x00042b5b Device Boot Start End Blocks Id System /dev/sda1 * 1 32 257008+ 14 Hidden FAT16 <32M /dev/sda2 33 250 1751085 b W95 FAT32
Pierwsza to bootowalna partycja z gentoo minimal CD, druga wykorzystywana normalnie. Na obu FAT, na pierwszej bo tak wyszło, na drugiej, bo istnieje ryzyko, że trzeba będzie wetknąć pędraka w jakieś windziane komputery.

Ma sens na razie? No to tak chodzę z tym pędrakiem w takiej konfiguracji już jakieś 3 miesiące, aż tu nagle przyszła potzreba wetknąć go właśnie w taki windziany komputer. I aż mi oczy na wierzch wylazły gdy się okazało, że windows (XP) zamontował tylko pierwszą partycję.
Śmieszniejsze, że jakiś volume manager (chyba volume manager - nie pamiętam co tam było napisane, ale rclick na My Computer -> Manage -> i tam takie coś gdzie widać partycje) pokazuje, ze partycja owszem jest i nawet jest „fine” i można ją sformatować, to będzie pusta wtedy :D.
Opcja „mount to NTFS folder” (czy jakoś tak), mówi, że mam spadać, opcja „assign drive letter” (...) każe zrestartować komputer, co nie ma wpływu na nic, bo później dalej niedziała.

I tu pytanie do mojego drogiego Lazy Web: Jak do cholery zrobić pędraka z dwoma partycjami, żeby dzialał jak ma w tych windowsach, gdzie podobno wszystko działa tak po prostu?
Czy może jedyny sposób to dać jako /dev/sda1 partycję która ma być pędrakiem, a jako /dev/sda2 tę bootowalną i zakładać, że windows tak jak teraz zamontuje po wetknięciu pędraka pierwszą partycję.


Registered Linux User #161416
Become a Friend of GNOME
wariat @ gógle