Hacker rzekł był...

2 komentarze

Po czym poznać, że już jest się dużym?

Hacker: Mamusi, nie mów do mnie malutki!
Mama: A dlaczego?
- Bo ja już nie jestem malutki!
- A jaki jesteś?
- Jestem już duży! Umiem powiedzieć Jola!

Marketing zabija

2 komentarze

Jakiś czas temu przeczytałem u Pawła Wimmera o starcie kolejnego polskiego klonu StackOverflow. Serwis otworzył Helion, znany wydawca książek kręcących się wokół tematu komputerów od lat.
Graficznie 9fingers bo oczywiście o nim mowa prezentował się IMO świetnie, szczególnie jak na produkt który wciąż powstawał na oczach użytkowników. Wydawało się, że dla właściciela to strzał w dziesiątkę, bo wykorzystując zwykłą ludzką chęć pomocy/zbierania punktów do lansu/whatever buduje sobie społeczność która od niechcenia będzie oglądać tu jakąś okładkę, tu recenzję. Na legalu (bo przecież jest się właścicielem serwisu) można nawet o taką społecznościową recenzję poprosić (i byle jej później nie cenzurować). Słowem majstersztyk.

Serwis rozwijał się w małym chaosie, ale nadzwyczaj sprawnie. Programiści po tamtej stronie wyraźnie starali się słuchać głosu społeczności i tweakować najdrobniejsze szczegóły. Społeczność również rosła i kiedy zakładałem konto w serwisie już było tam kilka osób z naprawdę nieprzeciętną wiedzą w dodatku z wyraźną chęcią pomocy, lub jak kto woli dużym ciśnieniem na promowanie siebie. Bardzo szybko zaczęły się pojawiać sposoby na autocenzurowanie spamu i śmieci, jakość pytań i odpowiedzi (w końcu mówimy o serwisie Q/A) stopniowo rosła. Bugi jak wspomniałem znikały szybko, ficzery pojawiały się jeszcze szybciej aż tu nagle...

Wpadł dział marketingu (lub ktokolwiek, obwiniać marketing mam zamiar tylko „zwyczajowo”). I w ramach sztucznego generowania contentu i użytkowników wprowadzono konkurs z nagrodami (linkuję do wyników bo ogłoszenia o konkursie znaleźć nie mogę). No i się zaczęło (kończyć). Ilość użytkowników oczywiście drastycznie wzrosła (są pewnie tacy co założyli ich kilkadziesiąt ;-) ), ilość pytań zadanych również, za to ich jakość wręcz przeciwnie.
Tak jak ja pojmuję idee tego typu serwisów, sens mają pytania o problem na który się natrafiło można wtedy dopowiedzieć o szczegółach problemu jeśli coś jest niejasne, wypróbować kilka rozwiązań i doprowadzić do finału (rozwiązania problemu) w ten sposób powstaje autentyczna baza wiedzy z której być może ktoś kiedyś skorzysta. No ale tym razem nie chodziło już przecież o rozwiązywanie problemów, a o zadawanie pytań. Najlepsza metoda? Z jednego konta (lub lepiej kilku kont) kopiować pytania ze StackOverflow/devPytania/reszty internetu, z drugiego prędziutko na nie odpowiadać i rozdawać punkty reputacji.
Oczywiście to moje gdybanie, nikogo za rękę nie złapałem bo i niby po co. Nie mój serwis, nie moja społeczność. Ale obserwuję efekty, a te są takie, że konkurs się skończył, nagrody zostały rozdane, a serwis zaczął przymierać. najaktywniejsi użytkownicy (z przed konkursu) zeszli na peryskopową. Baza pytań zawiera średnio nic nie warty śmietnik, z powtarzającymi się kilka razy tymi samymi odpowiedziami wyartykułowanymi w różny sposób. Strona główna serwisu zamarła, najstarsze pytanie na niej w czasie trwania konkursu miało jakieś 3-4h w tej chwili sięga dwóch dni. Czyżby użytkownicy zaczęli notować ciekawe pytanie w notatnikach na wypadek nowego konkursu? ;-).
Nadal uważam, że sam pomysł i wykonanie jest ok, wierzę, że jest szansa na to, że wszystko się z czasem wyrówna i 9fingers wyrośnie na autentyczną bazę ciekawych pytań i dobrych na nie odpowiedzi, ale proponuję pracownikom działów marketingu firm które będą chciały budować podobne społeczności najpierw nakazać przeczytanie choćby Remiksu Lawrence Lessiga z obowiązkową kartkówką z lektury.

Krótka przygoda z twitterem zakończona

10 komentarzy

Jakiś czas temu stwierdziłem, że muszę w końcu zobaczyć co to ten Twitter i jego klony. Założyłem, przyjrzałem się powierzchownie i zaraz na początku doszedłem do wniosku, że to co najwyżej marna podróbka góglowych shared items.

No bo tak:

  • treść ograniczona do długości SMSa z lat 90tych
  • idea działania sprowadzona de facto do pokazywania innym linków wykopanych w sieci
  • brak jakiejkolwiek możliwości śledzenia dyskusji bo wszystko jest wrzucone w jeden worek, a później wstrząśnięte i wymieszane.
Na wiele miesięcy przed założeniem konta na Twitterze, przez cały czas kiedy je miałem i nadal znacznie wygodniej jest mi „przesyłać i komentować linki” w Readerze, gdzie nie ma przedurnych limitów. Na dodatek premiera Google Buzz (wariat) spowodowała, że większość „usieciowionych” - czasem ze zdziwieniem - odkryła, że można to samo tylko łatwiej i lepiej. No bo co może być wygodniejsze niż opublikowanie/skomentowanie linku poprzez ikonkę obok miejsca gdzie się go właśnie znalazło.

I kiedy przed chwilą przestawiałem cuda w profilu Twittera (żeby nie informował mailem o niczym i takie tam) zacząłem się zastanawiać, czy to faktycznie jest tak, że tylko Google potrafi zrobić „to samo tylko dobrze”? Bo to z jednej strony budujące - że jest ktoś kto potrafi - z drugiej dość przerażające - że to w kółko jedna i ta sama firma.

Na koniec, czy jest coś co bym w Buzz chciał zmienić? Jest jedna rzecz ... IMO całość powinna siedzieć w Readerze nie w Gmailu, bo tam IMO bardziej pasuje. Cała reszta rzeczy które mi jakoś nie pasują klasyfikuję jako te które i tak prędzej czy później zostaną poprawione.

Hacker rzekł był...

4 komentarze

Wynik opowiadania własnych remiksów bajek o Smokach bywa dziwny, ale skąd się hackerowi wzięło nagle w połowie spaceru ... tego się nie dowiemy.

Hacker: Tatusiu, ale w tym zamku z Królem mieszka księżniczka nie Kunegunda!
Tata: Mieszka księżniczka Kunegunda, tak ma na imię.
- Nie, nie Kunegunda tylko księżniczka!
- Ty jesteś synek Staś, a ona jest księżniczka Kunegunda.
- No tato, przecież księżniczki nie są kunegundami!
I tu pojawia się pytanie za 24 punkty ... co to są te kunegundy w takim razie, może hacker wie więcej i to jakaś nie wiem ... odmiana surykatki. :D

No bo w końcu hacker wie co mówi, to z wczoraj:

Pani Maria: Ale mi dziś powiedział. Zapytałam go czy pójdzie później do mnie do domu, a on mi na to, że nie bo tam jest zagrożenie.
Mama: Tak powiedziałeś Stachu? Że u pani Marii jest zagrożenie?
Hacker: Nie! Powiedziałem, że jest niebezpieczeństwo! Bo tam mieszka piesek .... taaaaki malutki.


Registered Linux User #161416
Become a Friend of GNOME
wariat @ gógle