Od jakiegoś czasu - bardzo powoli zaczynam się zastanawiać nad zakupem e-book readera. Bardzo powoli bo na razie wciąż nie bardzo jest co na takiej zabawce czytać, a można założyć, że im później kupi się urządzenie tym będzie ono tańsze i/lub lepsze niż to co w danym momencie dostępne jest na rynku. No ale reader jest po to, żeby czytać, a to że dostępne jest niewiele to nie znaczy, że nic.
Pomyślałem, że trzeba zobaczyć co z zakażonym DRM ebookiem da się zrobić nie posiadając windowsa. Potrzebny był mi też plik testowy do readera jak już w końcu pójdę go oglądać w sklepie. I tak doszło do tego, że trochę na chybił trafił wybrałem i kupiłem książkę na (w ?) virtualo. Wersja PDF zakażona DRMosis Adobensis.
Sklep już kiedy kupowałem (ale zanim zapłaciłem) lojalnie poinformował mnie, że jeśli chodzi o czytanie tego co mam zamiar kupić to mogę sobie te moje linuksy wsadzić, pozwoliłem sobie tę przemiłą sugestię zignorować - ale miło, że ostrzegają!
Po zakupie książka trafiła w serwisie do działu Moja Biblioteka
gdzie znalazłem link do pobrania pliku. No to pobrałem...
wariat@coyote ~/Desktop/ebook $ ls -l Gorzka*
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 1826 10-21 22:46 Gorzka czekolada.acsm

Jak na książkę to trochę mało to to waży... w środku trochę śmieci które pozwoliłem sobie zamazać na obrazku bo to w końcu moja książka (w sensie egzemplarz) i nikt bez mojej zgody mi jej na makulaturę wynosił nie będzie! :D
Jest tam groźnie wyglądający tag <expiration /> I coś co wygląda jak bezpośredni link do zakażonego PDF'a no to ... pobieramy oczywiście bez żadnej nadziei na sukces :D
wariat@coyote ~/Desktop/ebook $ wget http://adobe.virtualo.pl/media/cf BLA BLA BLA 207.pdf -O Gorzka\ czekolada.pdf
--2010-10-21 23:06:07-- http://adobe.virtualo.pl/media/cf BLA BLA BLA 207.pdf
Translacja adobe.virtualo.pl... 94.23.225.21
Łączenie się z adobe.virtualo.pl|94.23.225.21|:80... połączono.
Żądanie HTTP wysłano, oczekiwanie na odpowiedź... 200 OK
Długość: 1896677 (1,8M) [application/pdf]
Zapis do: `Gorzka czekolada.pdf'
100%[===================================================================================================>] 1.896.677 115K/s w 16s
2010-10-21 23:06:23 (116 KB/s) - zapisano `Gorzka czekolada.pdf' [1896677/1896677]
Chorego PDFa tak po prostu otworzyć się nie da (no przecież ostrzegali). Ale nie mogłem nie spróbować.
Na początek chodzi o samo otwarcie ebooka na komputerze. Wymagany jest do tego niejaki Adobe Digital Editions którego oczywiście w wersji na Linuksa nie ma (a wersja dla windy dostępna jest do pobrania po kliknięciu installation Technote), Wersji na lin nie ma ale jest wine.
$ export WINEPREFIX="/home/wariat/.wine-Adobebook"
$ winecfg
$ wine AdobeDigitalEditions-1.7.2.exe
Dalej, dalej instalatorze gadgeta. Program się za chwilę uruchomi informując, że teraz trzeba się zarejestrować w niejakim Adobe ID. Pojęcia nie mam czy trzeba podać ten sam email co w sklepie, czy można dowolny ale ponieważ wokół czai się całe zUo wielkich korporacji na wszelki wypadek podałem ten sam (prawie fake) adres. Dalej bez pudła. Przeciągnięcie na ADE pliku Gorzka czekolada.acsm z virtualo pozwoliło pobrać książkę i można czytać
I wydawałoby się, że to nadal nic, ale jeśli dobrze rozumiem mogę teraz ten pobrany przez ADE plik PDF ("~/My Digital Editions/Gorzka czekolada.pdf") podłożyć do Calibre i co prawda tam go nie przeczytam, ale będę mógł przesłać go na urządzenie (ebook reader) i wszystko będzie działało. (Calibre FAQ: How do I use purchased epub books). Tu pozostaje problem, czy ADE jarnięty pod wine pozwoli na uznanie
czytnika ale jest nadzieja, a Nadzieja prababką hackera więc szansa istnieje.
No dobrze, ale co gdybyśmy chcieli plik z DRMosis Adobensis wyleczyć? Jedno co wiemy na pewno o systemach DRM to, że są nieskuteczne w co najmniej takim samym stopniu jak upierdliwe. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że im większa upierdliwość tym mniejsza skuteczność (bo większe ciśnienie, żeby się draństwa pozbyć) ale to zupełnie inna bajka.
Chcemy więc leczyć, a żeby wyleczyć trzeba mieć lekarstwo. Czasy mamy takie, że jak człowiek czegoś nie wie to sprawdza w wikipedii, a tam w sekcji References artykułu o ADE wiele obiecujący link: Circumventing Adobe ADEPT DRM for EPUB. No to chyba jesteśmy w domu. Co prawda PDF to nie EPUB ale jak jest lekarstwo na jedno to pewnie obok zaraz jest i na drugie.
I tu miał być ciąg dalszy eksperymentów, odkładany i odkładany aż do wczoraj kiedy ukazał się artykuł mmazura mmazur: Kindle i obchodzenie zabezpieczeń Babci Jagódki już praktycznie wiem, że się da, a skoro ciśnienie do eksperymentów miałem słabe - i klikałem powyższe z pięć tygodni (z czego tak naprawdę godzinę) to dokończę pewnie tylko dla własnej pamięci - później :D.
Generalnie samo leczenie jak widać u mmazura jakichś poważnych czarów nie wymaga, pewnie za chwilę pojawi się też automat który poprosi tylko o podanie nazwy pliku wynikowego i go zapisze - a przy odrobinie szczęscia ów automat też da się jarnąć pod wine. Na ten moment tak czy siak, zaklęcia są gotowe wystarczy odpalić po kolei:
Czy warto w ogóle zabierać się za leczenie plików? Uważam, że tak. Po pierwsze plik wyleczony jest łatwiejszy w obsłudze, bo po prostu działa. No i nie ma ryzyka, że nasza cyfrowa biblioteczka zostanie zniknięta
jak któregoś dnia księgarnia, czy sam Adobe uzna, że zwija biznes razem z zakupionymi przez użyszkodników książkami. Bo jak mówiłem nikt mi moich książek bez mojej wiedzy na makulaturę wynosił nie będzie!
Warto też pamiętać o przywróceniu standardowych możliwości dokumentu elektronicznego jak na przykład copy/paste fragmentów. Nie żeby codzień wszyscy pisali recenzje książek, ale nie po to wymyślono ebooki, żeby się nie dało.
A wydawca patrzy i mówi - Paczcie no! A powiadali, że przez DRM to ludzie nie kupio! A jednak kupujo!
No tak, ale mogę z całą stanowczością stwierdzić, że gdyby eksperyment się nie udał to ani urządzenia ani kolejnej książki bym nie kupił (ja, nie przeciętny kowalski który być może ma windowsy).
No i z drugiej strony gdybym to ja był autorem/wydawcą to chyba wolałbym władować do kieszeni to co się płaci za obsługę DRM bo to jakaś kosmiczna bzdura jest (spodziewałem się, że będzie to wymagało czarów a nie odpalenia jeden po drugim dwóch gotowych skryptów).