Macanie Booxa

trackback

Od kilku tygodni wiem, że jeszcze w listopadzie kupię czytnik e-booków. Wstępnie miał to być Onyx Boox, później zapowiedziano premierę Oyo i nabrałem przekonania, że to najlepszy wybór w tej chwili dzięki de facto trzem rzeczom które uznałem za najpoważniejsze zalety Empikowego gadgetu.

  • Cena, przy której mogę mieć 2 czytniki w cenie jednego (Booxa)
  • Oyo bardziej podoba mi się jako mebel, przy czym oba czytniki widziałem tylko na obrazkach w sieci
  • Ekran dotykowy obsługiwany palcem (bez rysika) ma 12x więcej sensu w takim urządzeniu (moim zdaniem)
No, ale czas mijał. Dostawca Empiku spaprał firmware, a Empik spaprał robotę i to firmware pokazał ludziom. Ze świata też zaczęły przychodzić mało optymistyczne recenzje. No i to opóźnienie... masakra.
Ponieważ nadal w życiu nie miałem takiej zabawki w ręce, dziś po robocie wybrałem się w odwiedziny do mojego ulubionego salonu Vobisu (Mam taki jeden, gdzie mnie znają, jak chcę się czymś pobawić to dostaję i nikt mi nie przeszkadza, ani na ręce nie patrzy.) obejrzeć Onyxa z bliska.
Pojechałem, pobawiłem się i ... jest dziwnie :D.

To był wstęp numer 1, wstęp #2 jest taki, że poza chęcią zobaczenia zabawki z bliska i spotęgowania uczucia z kategorii Chcę mieć już! chciałem ocenić, czy do czegokolwiek przyda mi się wersja z WiFi i rysikiem.
No bo w końcu jak już jestem w zasięgu WiFi to znaczy, że jestem w domu, albo w biurze i mam komputer wpięty do internatu. To po grzyba mi WiFi w książce - no kompletnie zbędny ficzer. Żeby miał się do czego przydać zmontowałem sobie wczoraj na desktopie ikonkę z napisem eBook sync która jeśli położyć na nią jakiś plik odpali: ~/skrypty/tools/ebook-sync #!/bin/bash FILENAME="$1" chmod +r "$FILENAME" scp "$FILENAME" wariat@wariat.org.pl:/home/wariat/wariat.org.pl/smietnik/ebook-sync/ && \ notify-send -u normal "Poszuuuuo!" "$FILENAME wysłane ... chyba :D" Plik położony wyląduje wtedy na półce (login/hasło: user/foobar), a ja już siedząc z czytnikiem na tronie będę mógł pobrać i przeczytać zmontowanego na szybko pdf'a wygenerowanego np. z jakiejś strony via Print Friendly.
Innego zastosowania WiFi w czytniku (w moim przypadku) nie widzę, a to zastosowanie jak widać jest raczej wymyślone na siłę niż rzeczywiście potrzebne.

Onyx Boox 60(s) pierwsze wrażenie
Obudowa bez zastrzeżeń, wygląda i zachowuje się w dotyku znacznie lepiej niż się spodziewałem. Nic nie trzeszczy, nic się nie ugina, elementy spasowane na zero. Praktycznie brak elementów ruchomych daje nadzieje, że nic się tu nie zmieni. Strach trochę o włącznik WiFi który wygląda dość delikatnie, ale może tylko tak wygląda. Do tego etui, również świetnie wykonane i po prostu ładne. W komplecie wygląda to jak porządny produkt z górnej półki (ogólnie, bo jak wiadomo to pierwszy e-reader jaki miałem w ręce, może wszystkie tak mają ;-) ). Najsłabszym elementem fizjonomii Booxa wydaje się być rysik, który jest taki nijaki jakiś. Już nawet rysik od Psiona S5 lepiej leżał w ręce, choć z drugiej strony wtedy to było halo 6-tego poziomu więc może się więcej paskudzie wybaczało.
Po odpaleniu zaskoczyła mnie jakość obrazu. Jednak zdjęcia i filmy na tubie nie oddają rzeczywistości. Nie oczywiście, nie da się tego porównać z prawdziwym drukiem na prawdziwym papierze. Ale czytelność jest doskonała. Powiedzmy, że przy rozsądnym stopniu pisma, kiedy na ekranie mieści się więcej niż kilka zdań (choć zdecydowanie mniej niż na stronie książki) czyta się to jak wydruk z laserówki wykonany w trybie ekonomicznym. Nie umiem ocenić kiedy czytanie takiego tekstu zacznie męczyć, ale myślę, że bardzo narzekać nie powinienem i czytać się da. Drażnić będzie tylko pewnie konieczność zmiany strony co pół strony (w sensie ilości tekstu), ale może nie.
Nawigacja po menu i ogólna responsywność urządzenia. Ooooo mamoooooo. Masakra jakaś. Widać, że to nie do końca wina komputera, a po prostu ekran potrzebuje te sekundę na reakcję (i pokazanie, że przyjął kliknięcie), tylko co z tego, że ja to rozumiem, jak denerwuje straszliwie.
Wklepanie adresu mojej półki z książkami, a później loginu i hasła trwało z pięć lat. I to nie było takie sobie oczekiwanie, to była prawdziwa droga przez mękę. A jednocześnie nie wyobrażam sobie wersji nie klikalnej rysikiem i chęci dodania jakiejś zakładki czy innej notatki.
Przestukanie się przez różne menu za pomocą tego multi-guzikowego cudactwa na dole mogłoby doprowadzić do szału niejednego Guru w jakimś tybetańskim klasztorze.
W tej chwili już wiem, że jeśli czytnik ma nie mieć dotykowego ekranu to najlepiej, żeby nie potrafił nic, a do tego nic, żeby miał wyprowadzone guziki na obudowie w systemie do każdego jednego nic osobny guzik i nie więcej niż 10 guzików. Jeśli czytnik ma umieć cokolwiek więcej niż nic to IMO musi mieć dotykowy ekran i to najlepiej smyrany paluchem.
Samo menu na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie koszmaru gościa od usability i jedyna nadzieja w tym, że się go generalnie po jakiejś wstępnej konfiguracji nie używa. A opcje do zmiany stopnia czy kroju pisma są na szczęście wywalone na wierzch.
WiFi jest i działa, moją półkę schowaną za basic auth da się obsłużyć i nie sądzę, abym z możliwości podpięcia do internatu w jakimkolwiek innym celu korzystał. Dla szpanu można pewnie pokazać, że da się przeczytać e-maile (jeśli taki interface gmaila się na tym wyświetli), ale nie radzę pokazywać, że da się na maila odpisać, bo ze szpanowania nici będą.
Samo czytanie (książki) ok i tylko znów ten przycisk. Tym razem chodzi o zmianę strony, działa oczywiście i działa wystarczająco szybko jak dla mnie, ale sam przycisk jest w złym miejscu. Myślę, że to właśnie dlatego nowy model Booxa X60 ma zamiast tego multi guzikowego centrum kontroli przyciski rozsiane po całej obudowie. Obstawiam, że sprawdza się to znacznie lepiej nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie.
Klawisze w Oyo też na oko rozmieszczone są znacznie wygodniej, a przynajmniej klawisz next page wydaje się w Oyo być tam gdzie się go każdy spodziewa znaleźć.

No i oczywiście chory bym był gdybym byka nie znalazł, nie wiem co prawda jaką wersję firmware miał onyx którym się bawiłem, ale po pobraniu pliku pdf z sieci, czytnik pyta czy go otworzyć. Zapomniałem niestety słowa, ale jest tam śmieszna literówka. Kto ma Booxa pewnie wie o czym mówię, albo nie czyta co jest napisane w oknach dialogowych pytających tak/nie i później marudzi na forach supportu od windy ;-).

Werdykt jest taki, że jeśli Oyo nie pojawi się w środę w Empiku, lub pojawi się, ale albo nie spełni oczekiwań w jakikolwiek sposób, albo np. nie pozwolą mi się do niego podpiąć z własnym laptopem (bez windowsów) to wracam do Vobisu po Boox 60 (w wersji z WiFi).


Komentarze do notki “Macanie Booxa”

  1. iglaCk 

    A może amazon kindle? :)

    Z przesyłką przy obecnym kursie dolara kosztuje ~440zł

    Jak wyobrażam sobie e-ink z dotykowym ekranem to aż niedobrze mi się robi...
    * klawiatura ekranowa?
    * czas odświeżania doprowadza do szału
    * nie wyobrażam sobie wygodnego robienia notatek bez klawiatury fizycznej...
    * warstwa dotykowa zmniejsza kontrast ekranu...

    No i syntezator mowy przebija wszystko :)

  2. wariat 

    Kindle nie kupię tak długo jak długo oficjalny firmware od Amazon nie zacznie wspierać ePub i w pełni PDF (oba mgą być bez ADEPT). Do tego momentu z przyczyn ideologicznych nie kupię i już, możesz mnie nazwać dziwakiem, nie będziesz pierwszy ;-)

  3. iss 

    Gdzieś kiedyś czytałem, że jest jeszcze BeBook - to samo, co Boox, ale niby taniej. Nie sprawdzałem, więc nie potwierdzam i nie zaprzeczam.

    A sam Boox wg opisów z sieci zdaję się być najlepszym obecnie czytnikiem (poza ceną).

Zostaw odpowiedź


Registered Linux User #161416 Become a Friend of GNOME