Sękjutity helpdesk

Dodaj komentarz

Czasami nie trzeba się dużo nagadać...

<.*> No ale chodzi generalnie o to, żeby kompilowało się pod odpiętym screenem bo szybciej tak?
<wariat> tak
<.*> No to jeśli pod screenem dam "su -" odpalę emerge, odepne screena to mam to samo
<.*> Ale jak pozamykam wszystko to później, żeby tam wrócić tylko "screen -r" i już jestem na miejscu, mniej pisania jedno hasło mniej
<wariat> No właśnie
<.*> Ano tak. sorry :/
Tak mnie jakoś rozmowa rozbawiła, może się zatrudnię gdzieś jako helpdek skoro tak łatwo mi idzie? Eeee nie, nie ma takich pieniędzy :D
To wracam do kawy :D

Zdarzyło się ostatnio tak, że zadzwoniła do mnie koleżanka Mamy chwaląc się problemem pod tytułem wirusy jedzą mi komputer. Cóż było robić, zapakowałem Coyota w plecak i poszliśmy na spacer. Na miejscu już od początku było wiadomo, że będzie wesoło...

- Jaki jest klucz do sieci bezprzewodowej?
- Co jakie jest?!
- ok zobaczymy ... jakie jest hasło do routera?
- hasło?!
Kliku, kliku ... no tak admin/admin jak miło, że nie musimy marnować czasu na włamywanie się do sieci :D

Po wklepaniu klucza Network Manager załapał od razu, jak ja go lubię :D co pociągnęło za sobą z kolei dyskusję ...

- A ty masz jakiegoś antywirusa?
- Nie
- To nie boisz się, że ci się komputer zawirusuje?
- Nie, bo wirusy są na windowsy, a ja nie mam :)
- Nie rozumiem
I to teoretycznie byłby dobry moment, aby ewangelizować w kierunku zmiany OS, ale byłoby to bezcelowe raczej, i przyniosło więcej szkód niż pożytku. Skupiłem się więc na obarczeniu całą odpowiedzialnością niebieskiego e i samego Worda, no bo kto mi zabroni ;-).
W komputerze ofiary był zainstalowany (przez jakiegoś znajomego) program antywirusowy. Zainstalowany kilka dni wcześniej już po wykryciu problemu, tylko tych wirusów było ooooo tyle, a program za każdym razem mówił, że usunięcie może spowodować popsucie pliku. No a pliki były ważne ... najważniejsze wręcz.

Jak bezpiecznie pozbyć się wirusów z kilkuset plików z dokumentami Worda?

  1. Przekopiować katalog po sambie do siebie
  2. Otworzyć dokument po dokumencie za pomocą AbiWorda i zapisać go już bez makr. (zaczynając od nautilusa: Enter, ^S, Alt+F4, Strzałka w dół, i tak w kółko, lub skryptem jak niżej choć dzieje się coś dziwnego).
  3. Zapisać całość na CD, który opisać jako Moje Dokumenty ale bez wirusów
Dzięki operacji zyskałem też większe szanse (mam nadzieję) na to, że Open Office który znajdzie się w nowym komputerze Beaty (zakup komputera in progress) otworzy je bez problemu.

Ponieważ miałem do otwarcia i zapisania ponad 5000 plików to klikanie było trochę bez sensu ... znaczy jakiś czas klikałem, aż wku^W zmęczenie przyniosło myśl, że komputery są od tego, żeby nudne rzeczy działały automagicznie: $ for i in *.doc; do echo "$i"; abiword --to=doc "$i"; done co ma w założeniu, otworzyć po kolei dokumenty z plików *.doc i zapisać je w formacie doc, czyli w tych samych plikach. Ale dzieje się coś dziwnego... $ ls -l razem 61 -rw-r--r-- 1 wariat wariat 8744 maj 10 15:18 Dokument - bashem go.doc -rw-r--r-- 1 wariat wariat 9368 maj 10 15:16 Dokument - Save.doc -rw-r--r-- 1 wariat wariat 21504 maj 10 14:54 Dokument.doc Dokument.doc to zaświrusowany oryginał. Dokument - Save.doc to dokument oryginalny otwarty AbiWordem i zapisany (^S) pod tą samą nazwą. Dokument - bashem go.doc to wynik odpalenia AbiWorda z parametrem --to=doc.
Być może powinienem użyć innej opcji paramatru --to dla abiworda, tylko ... no włąśnie jakiej? Za helpem:

-t, --to=FORMAT Target format of the file (abw, zabw, rtf, txt, utf8, html, latex)
"doc" zadziałało jakoś tam, ale jakie są inne możliwości? Chętnie się dowiem. Tak czy siak MSWord plik otwiera, choć twierdzi (pewnie nie bez racji), że to plik RTF i trzeba kliknąć OK żeby poszło dalej, ale jak wspomniałem docelowo pliki będą otwierane przez OOo, więc pobawię się nimi tylko jeśli i ten będzie się buntował.

Przy okazji po raz kolejny zacząłem się zastanawiać nad ODF jako takim, które oczywiście jest ważne i powinno być stosowane wszędzie. Ale ... co z makrami? Przecież te tak czy siak nie będą przenośne (bo co edytor to inny język skryptów). Ok zgoda, w rozprowadzanych, że tak powiem anonimowo na zewnątrz dokumentach makra to coś wysoce nie pożądanego. Dokument ma być dokumentem. Ale jednak ... jeden ktoś zmontuje sobie arkusz w gnumeric'u, oskryptuje w Pythonie i co dalej? Ani OOo i OOBasic, ani Excel i VisualBasic(?)... coś mi się wydaje, że ten problem jest wysoce nierozwiązywalny... Tylko to już inna bajka.

Bo z pisaniem to zawsze były problemy...

10 komentarzy

Od kiedy pamiętam była taka rzecz która komputerom szła raczej powoli ... tak chodzi o pisanie po ekranie/konsoli. Było tak w moim 8 bitowym Atari 800XL, miały to moje wszystkie 16 i 32bitowe Atari, miał to grzyb pod DOSem i piec pod windą. Ma tę przypadłość wreszcie komputer z linuksami.
I tak niewiele da się zrobić, poza jednym. Nie trzeba pisać jak nie ma zamiaru się czytać, czyli mergujmy pod screenem...

Mam Gentoo i wszystko sobie komplikuj^W kompiluję. Po konsoli zapierdziela output przy którym Matrix screensaver to pryszcz, ja wpatruję się w monitor i udaję, że rozumiem, laski za moimi plecami ściągają majtki przez głowę... zaraz zaraz, przecież ja tu jestem sam, nikt kurka nie widzi, to po co?!
Mergowanie pod screenem ma wiele zalet: W odpiętym screenie, żaden burak nie wciśnie nam ^C w złym momencie, czy jak kto woli nie straszne nam omyłkowe zamknięcie nie tego okna z terminalem. Ale przede wszystkim pod screenem jest szybciej, bo nie spowalnia procesu kompilowania pisanie po ekranie.
Mały eksperyment, polegał na wykonaniu tajemniczej operacji: # time emerge -1 gedit dwa razy pod rząd (teraz to mam ale dokładnie skompilowanego gedit'a ;-) na dwa sposoby. Sposób pierwszy to kompilowanie na konsoli ot tak po prostu dało w efekcie: real 3m23.831s user 2m54.395s sys 1m55.055s A sposób drugi to dokładnie to samo, ale na odpiętym (detached) screenie. i w efekcie dał: real 2m44.168s user 3m0.619s sys 1m7.312s Powyższe oczywiście potwierdza też genlop(no bo to prawda jest to co ma nie potwierdzać ;-) ) # genlop -t gedit * app-editors/gedit Mon Apr 30 15:16:10 2007 >>> app-editors/gedit-2.16.2-r1 merge time: 3 minutes and 20 seconds. Mon Apr 30 15:24:55 2007 >>> app-editors/gedit-2.16.2-r1 merge time: 2 minutes and 41 seconds.

jeśli 3'20" to 100% czasu to skompilowanie takiego bzdetu jak gedit dało zysk w wysokości 20% ... warto? IMO tak. I oczywiście wiem, że ameryki nie odkrywam ... przed tymi którzy są sprawy świadomi, ale jest wielu takich co się nad tym nie zastanawiali, a podobny zysk mamy szanse otrzymać i w innych procesach gdzie spamowanie ekranu nic nam nie daje jeśli wszystko działa jak powinno czyli ... tylko spowalnia całość.

Kadrowanie w GIMPie profi class ;-)

5 komentarzy

Raz na jakiś czas spotykam się z tym, że ludzkość ma problemy kadrowaniem zdjęcia do założonego wcześniej rozmiaru w pikselach. Jeśli jest się w pełni świadomym z czym się je rozdzielczość obrazu i jego wymiary przedstawione na różne sposoby to się wiele rzeczy po prostu rozumie, jeśli jednak ma się o rozmiarach obrazka pojęcie, że tak powiem popularne to może być różnie.
Kiedy potrzebna jest nam umiejętność wykadrowania rozmiaru fotki do konkretnych wymiarów w pikselach? Na myśl pierwsze przychodzą przypadki kadrowania fotki do zamieszczenia na stronie internetowej i w celu wydrukowania (naświetlenia jej) na papierze w laboratorium foto. Aby spróbować lepiej wyjaśnić kilka zawiłości problemu, zajmijmy się tym drugim przypadkiem.

Rozprawmy się na początek z rozdzielczością. Każden jeden zakład foto będzie wciskał kit, że zdjęcia muszą być przygotowane w rozdzielczości 300dpi i rozmiarze ileś na ileś tam centymetrów, plus zapas zwykle 2mm w każdą stronę (co na swój sposób jest prawdą, ale nie oznacza, że cyferki nie mogą kłamać). No i się zaczyna kombinowanie i intensywne wykorzystywanie historii zmian w GIMP'ie, bo tak wychodzi za mało, tak znów za dużo, kto napisał ten progrem i takie tam. Poza tym zaczynają się jazdy, bo trafiamy w chaos zaokrągleń co jest ostatnim gwoździem do trumny i czasami bezpośrednią przyczyną zgody na obraz jaki jest bo już dość.
Po pierwsze fakty. Naświetlarka w fotolabie ustawione ma to 300dpi na sztywno (każda z jaką się spotkałem, co oczywiście nie oznacza, że każda we wszechświecie) i nawet nie próbuje przeczytać informacji zapisanej w EXIF jpeg'a. Idąc dalej, nikt nie wymaga, aby jpeg w ogóle EXIF zawierał, a co za tym idzie rozmiar w centymetrach i rozdzielczość pliku podawane są tylko informacyjnie i mają ułatwić, choć w rzeczywistości często utrudniają sprawę. I last but not least, do sprawdzenia pliku fotolaby używają Photoshopa (czemu trudno się dziwić), który czyta nie te informacje z EXIF co trzeba i później marudzą, że plik nie dobry, oraz robią duże oczy jak się powie, proszę nic nie robić i naświetlić zobaczymy co będzie, i muszą wrócić z dobrą odbitką i uszami spuszczonymi po sobie.

Do dzieła. Mamy zdjęcie o wymiarach 3504 x 2336 pikseli prosto z aparatu lub po jakiejś tam obróbce. Wybieramy format odbitki, niech to będzie 15 x 20. Na stronie fotolabu znajdziemy informację (charakterystyczną dla danego laboratorium, czy może raczej minilabu), że format 15 x 20 ma rzeczywiste wymiary: 15,2 x 20,3 cm. Dodajemy do tego po 2mm na wysokości i szerokości zdjęcia co daje wymiar: 15,4 x 20,5cm.
Przeliczmy te wymiary na cale, czyli podzielmy przez 2,54 co da nam wymiary: 6,06 x 8,07 cala. Wynik chcemy w pikselach, więc otrzymane wymiary mnożymy przez rozdzielczość (300 dpi) i otrzymujemy wymiar: 1819 x 2422 pikseli. A ponieważ można założyć, że skoro mamy zdjęcia cyfrowe i mamy zamiar je obrobić w GIMPie to prawdopodobnie dysponujemy komputerem. No to dlaczego nie zmontować sobie arkusza kalkulacyjnego który tę robotę wykona za nas? ;-) Formaty zdjęć do FotoLabu

Czas odpalić GIMPa i otworzyć w nim fotkę.

Gdybyśmy chcieli po prostu wyciąć z niej prostokąt o wymiarach 1819 x 2422 pikseli oczywiście użylibyśmy narzędzia kadrowanie [Shift-C] i nie czytalibyśmy do tego instrukcji obsługi, prawda?

Docelowy plik ma mieć wymiary jak wyżej, ale fotka w środku ma być wynikiem interpolacji interesującego nas fragmentu obrazu. Wybieramy więc narzędzie zaznaczenie prostokątne [R], w opcjach narzędzia ustawiamy Stałe proporcje i wymiar 2422 x 1819 pikseli. Teraz zaznaczamy zupełnie dowolny fragment obrazu.

Czas na autentyczne kadrowanie. Wybieramy narzędzie Skalowanie warstwy lub zaznaczenia [Shitf-T] i przełączamy w tryb skalowania zaznaczenia, a ograniczenia ustawiamy na Stałe proporcje. Warto też ustawić sobie ilość linii siatki na 2 co spowoduje podział fotki na 6 równych części i uwidoczni tak zwane mocne punkty.
Powiększamy zaznaczenie ciągnąc w jego wnętrzu w dowolnym kierunku i ustawiamy docelowy rozmiar zdjęcia, jednocześnie możemy zaznaczenie przesuwać za pomocą punktu na środku zaznaczenia. W ten sposób mamy pełną kontrolę nad tym co docelowo znajdzie się na fotce.
Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli wycinany obszar będzie znacząco mniejszy niż docelowy (2422 x 1819) zdjęcie będziemy musieli interpolować w górę co wpływ na jakość miewa różną, szczególnie jeśli obiekt o który chodzi nie jest do końca ostry bo kierowca wdepnął był gaz do dechy po wyjściu na krótką prostą ;-).

Po przeskalowaniu zaznaczenia oceniamy raz jeszcze efekt oglądając już tylko ramkę zaznaczenia i albo poprawiamy, albo kadrujemy fotę [Menu: Obraz/Kadruj]. W efekcie powstał obraz o wymiarach 2691 x 2020 pikseli.

Czas interpolować fotkę. Tu już bez niespodzianek, wybieramy opcję skalowania zdjęcia [Menu: Obraz/Skaluj obraz...] i podajemy wymiary wynikowe: 2422 x 1819. Często jak w tym wypadku zdarza się, że zaokrąglenia i inne cudactwa powodują, że nie do końca pasuje i gdzieś musi być albo piksel za mało, albo piksel za dużo. Wpisujemy więc albo 2422 w szerokość i jeśli wysokość zostanie obliczona jako 1818 to dla świętego spokoju (bo nie z jakiś ważnych powodów przecież to 1/300 cala czyli 0,08 milimetra) podajemy wysokość 1819 piksela co w wyniku daje 2423 piksele szerokości (W przypadku zdjęć na strony internetowe gdzie wymagamy konkretnych wymiarów w pikselach można zdjęcie jeszcze raz przykadorwać tym razem za opmocą narzędzia kadrowanie [Shift-C] i uciąć tę nadmiarową linię pikseli). Ustawiamy też rozdzielczość 300dpi, co nie ma żadnego znaczenia, ale inaczej będą się czepiać w fotolabie.

Zostało nam tylko plik zapisać. Trzeba tylko pamiętać, żeby w opcjach zapisu jpeg'a wyłączyć zapisywanie EXIF bo się ten FotoLabowy Photoshop zbuntuje, o czym za chwilę.

To czy EXIF jest czy go nie ma i jakie zawiera dane nie ma jak wspomniałem, żadnego znaczenia. Dlaczego? Ano dlatego, że stała (na sztywno ustawiona w naświetlarce) jest rozdzielczość zdjęcia 300dpi. Jeśli więc nasz plik ma prawidłowe wymiary w pikselach to nie ma siły aby się powiększył lub pomniejszył, bez względu na to jaka rozdzielczość ustawiona jest w pliku. 1819 pikseli w 300 dpi to zawsze jest 6,06 cala, co dalej jest zawsze równe 15,40 cm i co by nie wymyślić zdjęcie wyjdzie takie jakie ma. Trzeba po prostu zrozumieć (a w przypadku pracownika fotoLabu wiedzieć), że rozdzielczość pliku, jego rozmiar w pikselach i rozmiar w centymetrach to trzy dane z których każde dwie dają w wyniku trzecią. Niestety jeśli zostawimy oryginalny EXIF w fotce to photoshop zobaczy to: $ exiftool IMG_5679a.JPG | grep -i resol X Resolution : 72 Y Resolution : 72 Resolution Unit : inches pomimo że: $ jpeginfo -ilc IMG_5679a.JPG 3504 x 2336 24bit Exif Normal Huffman,300dpi 3475887 IMG_5679a.JPG [OK] Ponieważ problem dotyczy tylko rozdzielczości teoretycznie pracownik fotolabu po prostu zmieni ją, nie wprowadzając do fotki żadnych modyfikacji, bo to tylko zmiana informacji o rozdzielczości a nie resamplowanie fotki, ale ... może on się (ten pracownik) nie zna jeszcze bardziej niż podejrzewamy? Jeśli nie zapiszemy informacji o EXIF z GIMP'a to wszystko jest tak jak spodziewa się tego użytkownik Photoshopa: $ exiftool IMG_5679a-cropped.JPG | grep -i resolResolution Unit : inches X Resolution : 300 Y Resolution : 300 $ jpeginfo -ilc IMG_5679a-cropped.JPG 2423 x 1819 24bit Exif Normal Huffman,300dpi 2224411 IMG_5679a-cropped.JPG [OK] i problemów na polu rozdzielczości i niewiedzy być nie powinno.

Na koniec jeszcze. Co zrobić jeśli ten nieszczęsny exif tam jednak jest, a my przygotowaliśmy już 1337 fotek do naświetlenia? Otwierać wszystkie sztuka po sztuce w GIMPie i zapisywać od nowa? Eeeee nie po to komputery wymyślili :D $ exiftool -all= --jfif:all *.JPG 3 image files updated i po robocie ;-)

P.S. Tak, gdyby narzędzie kadrowanie w GIMPie posiadało możliwość przeskalowania zdjęcia byłoby szybciej, wygodniej i dawało większe możliwości (np. wycięcie fotki większej niż oryginał). Ale nie posiada ani wersja 2.2, ani nie jest to AFAIK na razie planowane na wersję 2.4 więc trzeba się bawić tym co się ma i nie marudzić, bo tekstu dużo ale proces łatwy.

replacePNGwithGIF, bo software to się aktualizuje

11 komentarzy

Jasnym jest dla każdego chyba, że software powinno się aktualizować możliwie najszybciej po ukazaniu się kolejnej stabilnej (oznaczonej jako stabilna) wersji programu, bo zwykle jest lepszy, pojawiają się nowe możliwości, znika część niedociągnięć i błędów poprzednich wersji, etc. Wg. mnie to powinno się aktualizować zamienić należy na koniecznie trzeba jeśli mówimy o oprogramowaniu spełniającym przynajmniej warunek free as in free beer, a jeśli się celowo olewa taki wypadek, to nie należy się dziwić, że się cierpi.

Ale o co chodzi?! Jak nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście chodzi o ... Internet Explorer, i w tym wypadku o to, że mamy do dyspozycji od jakiegoś czasu jego siódmą wersję, która doskonała to może nie, ale na pewno jest lepsza od przedpotopowej i zarazem poprzedniej wersji MSIE-6.0. Ktoś się nie zgadza?

No to do sedna, skoro ustaliliśmy, że darmowe oprogramowanie należy aktualizować, to spokojnie można w pewnym sensie przestać przejmować się problemami wersji poprzednich. Jedną z nich jest znany problem z 24-ro bitowymi plikami PNG z przyciemnionym kanałem alpha, czyli potocznie z przejrzystymi PNG, których Internet Explorer starszy niż 7.0 nie trawi.
Jest na to hack z filtrami, ale mało wygodny w stosowaniu, jest wreszcie, skrypt dodający tenże hack na żywo ( Normal display of PNG Alpha Transparency with MSIE (en) ) tylko tym co tego wymagają, wygodniejszy niż ręczne hackowanie kodu, ale nadal bez rewelacji, choć ... jest ważny bo stał się podstawą pomysłu.

No bo skoro IE-7.0 problemów z 24ro bitowym PNG nie ma, co stoi na przeszkodzie, aby wszystkim innym użytkownikom IE podmienić PNG na gify i niech mają? Że brzydsze? No brzydsze, chcesz ładniejsze upgraduj soft... najlepiej od razu do Mozilla Firefox 2.0 ;-).
Poza tym pamiętajmy, że podmieniając PNG na GIF nie ograniczamy dostępu do strony użytkownikom którzy nie aktualizowali IE. Nie zabraniamy im dostępu do treści, nie wyłączamy nawigacji. Po prostu wysyłamy im takie obrazki, aby ich przeglądarka pokazała stronę możliwie przyzwoicie (a nie wypełnioną kremowymi prostokątami) na miarę swoich <sic> możliwości.
Skrypt powstał na bazie wspomnianego wyżej ReplacePngTags.php tyle, że jest znacznie prostszy bo mniej musi robić, aby cel osiągnąć. Aby użyć należy:

  • obrazki które mają zostać podmienione nazwać zgodnie ze schematem {nazwa}-transparent.png, np. logo-transparent.png
  • wykonać ich kopie w formacie gif, umieścić w tym samym katalogu i nazwać analogicznie czyli: {nazwa}-transparent.gif
  • w skrypcie na początku dokumentu wstawiamy: <?php ob_start(); ?> a na końcu: <?php include_once 'replacePNGwithGIF.php'; echo replacePNGwithGIF(ob_get_clean()); ?>
i już. Podczas przesyłania strony do klienta skrypt sprawdzi czy przypadkiem nie gada do MSIE w wersji prehistorycznej i jeśli tak to zamiast obrazków w formacie PNG każe pobrać GIFy. I niech spadają albo aktualizują przeglądarkę. Jest za darmo, więc nie ma wymówki, na co mamy czekać?

Na koniec sam (mocno powiedziane) skrypt replacePNGwithGIF: <?php function replacePNGwithGIF( $content ) { $msie = '/msie\s(5\.[05]|6\.0).*(win)/i'; if ( !isset ( $_SERVER['HTTP_USER_AGENT'] ) || !preg_match ( $msie,$_SERVER['HTTP_USER_AGENT'] ) || preg_match ( '/opera/i',$_SERVER['HTTP_USER_AGENT'] ) ) return $content; $pattern = '/<img[^>]*src\s*=\s*[\"\']\s*([^>]*-transparent\.png)[^>]*>/i'; preg_match_all($pattern, $content, $images); for( $num_images = 0; $num_images < count( $images[0] ); $num_images++ ) { $original = $images[0][$num_images]; $replace_with = str_replace('-transparent.png','-transparent.gif',$original); $content = str_replace($original,$replace_with,$content); } return $content; } ?> Że niedoskonały, że w niektórych wypadkach działa nie do końca tak jak ma? Się poprawi, to powyżej to wersja 0.1pre-alpha-test-3 przecież ;-).

Nie będzie serwer STARTTLS nam w twarz, czyli o upgrade Psi

28 komentarzy

Poniższa treść adresowana jest do własnej grupy zewangelizowanych użyszkodników głównie, aczkolwiek jest tak ogólny jak tylko umiałem.

Jeśli ktoś spełnia warunki minimum:

  • Konto jabberowe ma na chrome.pl
  • Czyta MOTD
to wie już, że na serwerze szykuje się zmiana oprogramowania w celu lepszego dopasowania tegoż do standardów XMPP. Na oko to kompletnie, mało istotne, ale ... zmiana ta powoduje zerwanie kompatybilności ze starym - niestandardowym - protokołem Jabber/XMPP. Czyli mówiąc jeszcze prościej większość starych klientów nie będzie potrafiła się z chrome.pl połączyć!.

Sytuacja jest o tyle trudna, że nie ma jeszcze oficjalnego wydania psi 0.11, bojąc się więc, że mi wyemigrujecie z powrotem do PaduPadu TM, przedstawiam krótką instrukcję aktualizacji.

  1. Pobieramy plik z psi z Psi-0.11-Darcs 2006.10.25. Ten konkretny sprawdziłem i wydaje się, że jest stabilny, co bardzo ważne w tej sytuacji, jeśli w tym samym katalogu znajdzie się plik nowszy to być może (najprawdopodobniej) jest lepszy, a reszta instrukcji jest zawsze taka sama.
    Sprawa druga, w katalogu znajdziecie dwie wersje psi. Psi-Darcs i Psi-Daisy. Nie wchodząc w tej chwili w szczegóły Psi-Daisy potrafi ciut więcej niż Psi Darcs, ale oba są równie godne polecenia, szczególnie w chwili kiedy liczy się czas i stabilność.
  2. Odpakowujemy go gdzieś, miejsce dowolne, ważne tylko żeby pamiętać gdzie :D
  3. Wyłączamy Psi
  4. WAŻNE! Kopia profilu. Można pominąć, ale gdyby co, to później nie do mnie proszę ;-). Krótko, wchodzimy do katalogu (na moim przykładzie): C:\Documents and Settings\wariat\PsiData\profiles, gdzie znajdujemy katalog z profilem. No to 7zip'em (lub innym RARem) go. To będzie nasza kopia profilu.
    Dla zainteresowanych szerszą wiedzą bardziej profesjonalny artykuł o wykonywaniu kopii bezpieczeństwa psi
  5. Teraz należy odszukać katalog gdzie zainstalowaliśmy kiedyś Psi. Najprawdopodobniej jest to: C:\Program Files\Psi, jęsli nie to klikamy prawym przyciskiem myszy na ikonie którą zwykliśmy włączać Psi, wybieramy właściwości i tam jest napisane, gdzie Psi jest.
  6. W normalnych warunkach zalecałbym zrobienie kopii tego katalogu, ale teraz skoro i tak Psi-0.10 nie będzie śmigać to ma to mniejsze znaczenie. Tak czy siak, można choć nie trzeba.
  7. Kasujemy zawartość katalogu, nie ruszając podkatalogów, chyba że ktoś jest absolutnie pewien, że nie instalował sobie nowych ikonek, certyfikatów lub czegokolwiek w tym stylu. Jak coś, tak można killnąć wszystko jak leci.
  8. Przenosimy w to miejsce zawartość archiwum z Psi 0.11. Halo, halo proszę Pana! Zawartość nie folder psi-0.11-darcs-2006.... to co w nim jest, jakieś cuda z Qt, dll i inne certs ;-). Jeśli zostawiliśmy katalogi po starym Psi to windows zapyta czy może nadpisać pliki ich nowymi wersjami, tak, może
  9. Trudne się skończyło, można odetchnąć ;-)
  10. Włączamy Psi, tak jak zwykle. Powinno zakorbić od strzału, jeśli mówi coś o nieprawidłowym skrócie to wracamy do poprzedniego punktu i zastanawiamy się co i gdzie skopiowaliśmy, oraz gdzie mieliśmy skopiować!.
  11. Wyłączamy Psi. Niby dziwne, ale przy wyłączaniu Psi zapisze swoja konfigurację, która zapewne zmieniła się pomiędzy wersjami. Generalnie, po wszystkich większych zmianach w konfiguracji, warto Psi wyłączyć.
  12. Znów włączamy psi, łączymy się z chrome.pl i ... powinno fungować... gdyby coś to contact me, mailem czy jakąś inną metodą. (dla wytrwałych którzy czytają zanim zaczęli ... nie Jabberem nie bo przecież się nie udało i Jabber nie działa :D )
  13. Finito

Teraz tak, skoro przebrnęliśmy przez aktualizację i działa to pełen sukces! Po pierwsze wielka aktualizacja już nie straszna poza tym zyskaliśmy nowe funkcjonalności. Sam się jeszcze dużo nie bawiłem, ale:

  • Wsparcie dla MUC, czyli możliwość konfiguracji czatów grupowych
  • Wygodną obsługę Privacy lists, czyli prawdziwego jabberowego ukrywania obecności, banowania jellonków i innych cudów wianków
  • I tyle, choć jest dużo więcej, ale jak mówię sam się nie bawiłem
Straciliśmy (chwilowo)
  • Podobno nie ma animowanych emoticoneg w GIFach, piszę podobno bo nie używam
  • Chwilowo nie ma tlumazcenia na polski, bo jest nieskonczone
W międzyczasie serdecznie dziękujemy Michałowi, który stanął na uszach aby udostępnić stabilną wersję Psi 0.11 na czas. Smokowi też dziękujemy, ale mniej żeby nie popadł w samozachwyt. I tak pewnie powie, że to dzięki niemu mamy tak szybko stabilne Psi 0.11 ;-).
Przy okazji pamiętamy, że nie jest to Psi-0.11 wydane oficjalnie, czyli warto raz na jakiś czas przekopać katalog na uazni i wykonać mały upgrade. I tak przynajmniej do czasu oficjalnego wydania Psi 0.11 które pojawi się ... kijedyś ;-). Jeśli ktoś lubi możemy podziękować też rodzicom, znajomym, przyjaciołom z wytwórni.... eeee nie to aktualizacja Psi, a nie rozdanie Oscarów ... no to koniec w takim razie.

Więcej informacji o Psi:

Powodzenia!

Jak wykorzystać BUGa

3 komentarze
Są robale które można wykorzystać z pożytkiem dla ludzkości. Ot choćby błąd w Psi który objawił się po ostatniej aktualizacji serwera chrome.pl, a który objawia się tym, że klient wyświetla nieobsługiwane pakiety presence w postaci pustych okienek.
Objawia się to tym, że jak jeden z drugim przejdzie w nieistniejący stan invisible Psi wyświetli puste okienko, ni to prośba o autoryzację, ni to wiadomość.
I co z tego? Ano to, że wiemy, że koleszka się ukrywa pod nieistniejącym statusem, wtedy zaczynamy rozmowę, celem jest dotrzeć do ZU....
wariat: Cześć invisible Hint: w jabberze nie istnieje presence invisible ... wiem, że jest w kliencie ale to zaszlość historyczna juz nie obsługiwana... wiec zaprzestań bo to nic nie daje :D
Maciejka: szto ty gawarisz?
wariat: ze ustawiasz sobie niewidoczny w kliencie a system tego nie obsluguje i efekt jest taki ze zamiast sie ukryć wysylasz mi za kazdym polaczeniem informacje ze jestes bo mi popup wyskakuje ze przyszlo cos dziwnego.
Maciejka: to co jest tylko dostepny i rozłaczony?
wariat: i wszystkie pomiedzy, nie ma niewidoczny
wariat: ukrywanie sie przed znajomymi robi sie w inny sposob, a przed nie znajomymi jest sie ukrytym permanentnie
wariat: nikt kto nie dostal osobiscire od Ciebie Twojej autoryzacji nie jest w stanie zobaczyc czy jestes online choc moze do Ciebie pisac oczywiscie
Maciejka: mam ten niewidoczny bo jak cos grzebie to ciągle sie pojawiam i znikam a to wkurza :)
wariat: tak wkurza bardziej bo za kazdym arzem wyskakuje w Psi okienko z powodu nieznany rodzaj statusu i trzeba kliknac zamknij :D
Maciejka: no to nie włączac wogóle?
wariat: ustaw dostepny, albo nie przeszkadzac ... wtedy to bedzie mniej inwazyjne, a jak chcesz przed kims zniknac to mu zabierasz autoryzacje i on juz Cie nie widzi.
wariat: o tak
Maciejka: no nawet autoryacje cofneło
Maciejka: ale juz jest
wariat: Nie cofnęło, tylko ja cofnąłem.
wariat: no dobrze jeszcze raz ... masz dwa wyjscia
5 razy resetowac kompa i za kazdym razem ustawic pozniej niewidoczny co spowoduje wywalenie okienka u mnie na przyklad
5 razy restartowac kompa ustawiajac dowolny inny status np. nie przeszkadzac co spowoduje u mnie zmiane statusu bez koniecznosci klikania w cokolwiek
w obydwu przypadkach bede wiedzial kiedy jestes a kiedy Cie nie ma, ale jak ustawiasz niewidoczny to zmuszasz mnie do zamknięcia okienka z informacją, że udajesz, że Cię nie ma, czyli jesteś mniej ukryty niż gdybyś miał Chętny do rozmowy :D
wariat: drugi sposob na ukrywanie sie przed wybranymi osobami to provacy lists, niestety Psi nie posiada w interface obslugi tego, wiec jest to temat bardziej skomplikowany, ale się przygotuję i pogadamy pózniej o tym
*** Maciejka ma status Dostępny

Że użyłem skrótów w kilku miejscach? Że minąłem się z prawdą? Pewnie z punktu widzenia specyfikacji tak, ale z punktu widzenia ZU? Nie sądzę. Zresztą użytkownik który zacznie używać ficzerów jak privacy lists, jest kupiony na stałe, więc warto :)
A wszystkim których nie trzeba nawet troche oszukiwać, a tylko zasygnalizować, że źle kombinują podsyłam linka do notki Smoku the admin: Jabber/XMPP a niewidzialność, zwykle wystarcza ;-)

Registered Linux User #161416
Become a Friend of GNOME
wariat @ gógle