Trochę to trwało, choć uważam, że znośnie zwracając uwagę, że koniec roku, urlopy, zaspy śnieżne, choroby. Nieważne. Dostałem odpowiedź z Medionu na przesłany wcześniej Oyo BugReport.
Na wstępie Pan Robert z Medionu wyraża zaniepokojenie, że przesłana odpowiedź mnie nie usatysfakcjonuje. Trochę na wyrost, bo z mojego punktu widzenia, na ten moment liczy się, że coś się dzieje. Trudno się spodziewać, że nagle uda się wyeliminować wszystkie błędy w firmware i powstanie produkt doskonały.
Szczególnie, że wszystko wskazuje na to, że autorem programu stanowiącego UI w Oyo nie jest Medion tylko Qisda (to moje gdybanie, nie udokumentowana wiedza) i to z tym kawałkiem (oczywiście zamkniętym) firmware są największe kłopoty. Informacja o problemach musi iść małymi kroczkami w górę.
Wiadomość zawiera prośbę (tak ją potraktuję) o nie kopiowanie jej treści, a że nie chodzi o to, żeby się drażnić z firmą krótko ... o ile ja potrafię coś krótko i treściwie ;-)
W sprawie polskich znaków diakrytycznych - czyli najpoważniejszym problemie - błąd został potwierdzony już wcześniej, niestety najbliższa aktualizacja go nie eliminuje.
Już wcześniej wiedzieliśmy, że Empik dostał z Medionu nową wersję firmware na początku grudnia. Dlaczego jej nie dystrybuują nie mam pojęcia. Jeśli jedynym powodem jest to, że nie eliminuje ona najbardziej dotkliwego problemu (choć pewnie eliminuje inne) to można to pomału kwalifikować w kategorii kolejnej próby przestrzelenia sobie stopy przez Empik.
Jeśli chodzi o zawieszanie się Oyo w przypadku otwarcia książki bez spisu treści, czy bardziej konkretnie dowolnego epub z jakim miałem do czynienia wydanego przez O'Reilly. Błędu nie udało się podobno zreprodukować. Zaproponowałem przesłanie nagrania video. Pliku demonstracyjnego przesłać przecież nie mogę, bo byłaby to nieautoryzowana dystrybucja dzieła chronionego blah, blah, blah. Swoją drogą trzeba by przetestować jak się ebooki od O'Reilly zachowują w innych czytnikach w takiej sytuacji (próba wyświetlenia spisu treści). Oyo wisi (choć dycha). To video jak starczy mi cierpliwości spróbuję i tak nagrać, na wszelki wypadek i dla treningu.
W przypadku pozostałych problemów odpowiedź sprowadzała się do informacji, że przekazano dalej do odpowiedniego działu. Przy wiedzy jaką mam teraz można zakładać, że większości błędów nie da się szybko rozwiązać, bo tak jak problem polskich znaków dotyczą one nie tyle Oyo co aplikacji QBookApp, można się więc domyślać, że jedyne co Medion może to przesłać raport do autora programu (Qisda ?).
Ogólnie można z jednej strony podsumować, że dostałem odpowiedź bez odpowiedzi i jedyne co udało się uzyskać to potwierdzenie, że ktoś przesłane wiadomości czyta. Z drugiej strony o kłopotach z diakrytykami pewnie pisało wiele osób, a błąd jest poważny i skutecznie utrudnia czytanie książek, liczę więc, że nie będziemy czekali na jego poprawienie w nieskończoność, a dla mnie jak już wspomniałem najważniejsze jest uczucie, że gdzieś tam powoli coś się dzieje.
W końcu się za siebie wziąłem i posłałem do działu obsługi klienta Empiku maila z opisem znalezionych niedociągnięć/błędów w firmware Oyo (wersja 1.0 R2711). Ponieważ do wstępnej listy błędów, która powstała po jednym dniu używania czytnika doszło kilka dodatkowych punktów załączam niżej listę. Nóż widelec komuś się przyda przy podejmowaniu decyzji ;-).
Pomijając to wszystko ja nadal po tych kilkunastu dniach użytkowania jestem z Oyo zadowolony i nawet przez moment nie żałowałem podjętej decyzji.
Otrzymałem odpowiedź z Empiku, bardzo szybko prawda? Cóż ... oto ona:
Bardzo dziękuję za wiadomość i jednocześnie uprzejmie informuję, że najlepiej w sprawie wykrytych błędów pisać przez formularz kontaktowy serwisu technicznego OYO:Formularz w medion zawiera kilka pytań ... aż dziw, że nie pytają o panieńskie nazwisko pra babki ze strony matki. Posłałem spam dalej, zobaczymy co z tego wyniknie.
http://www.medion.com
Przygoda z e-czytaniem wskoczyła wczoraj na kolejny poziom. Kupiłem Oyo, mając pełną świadomość niedoskonałości tej zabawki. Wybierałem pomiędzy Oyo i Onyx Boox 60/60s, resztę czytników wykluczyłem bo tajny plan był taki, żeby kupić czytnik jeszcze w tej dekadzie ;-).
Onyx w tym zestawieniu robił za czytnik z górnej półki z wieloma dodatkowymi możliwościami i raczej wysoką oceną zarówno wśród użytkowników jak i po prostu zainteresowanych tematem. Pierwsza odpadła wersja bez WiFi i rysika (Boox 60s). Boox ma bardzo dużo bardzo fajnych funkcji, rozbudowane (i moim zdaniem nieco zakręcone) menu, którego po prostu nie da się moim zdaniem wygodnie obsługiwać przyciskami.
Dlaczego ostatecznie wybrałem Oyo mimo, że jak się na spokojnie przyjrzeć to na niego marudziłem jeszcze bardziej (m.in. byłem całkowicie świadom różnic w jakości ekranu jeśli chodzi o kontrast i odbicia /światł?a/ - czyli można powiedzieć parametr kluczowy w e-czytniku)? Krótko. Po pierwsze dlatego, że Boox 60 wcale nie wydał się idealnym rozwiązaniem dla mnie, przynajmniej na etapie kiedy wyobrażam sobie siebie jako użytkownika czytnika, bo doświadczeń przecież nie mam. Po drugie wszystkie różnice między obydwoma czytnikami z mojego punktu widzenia nijak nie pokrywały nawet połowy różnicy w cenie. Jeśli okaże, się, że takie czytanie sprawdza się w moim przypadku pewnie za jakiś rok zacznę rozglądać się za czytnikiem na nowo. Ten drugi nie będzie już miał ze mną tak łatwo.
Na koniec (wstępu ;-) ) chciałbym odpowiedzieć na pytanie które pojawi się w komentarzu poniżej (lub nie skoro jest już odpowiedź). Dlaczego nie Kindle 3?
Otóż ... z przyczyn religijnych. Mając wybór nie kupię urządzenia którego dystrybutor zamyka dostęp do treści z poza własnej oferty. Jeśli Kindle 3+n wprowadzi natywną obsługę formatu ePub i pełne wsparcie dla PDF, oraz (choć już nie koniecznie) obsługę ADEPT na pewno będę rozważał go następnym razem. I nie ma tu żadnego znaczenia, że jestem w stanie odblokować plik zabezpieczony ADEPTem i przekonwertować go do formatu mobi o 5tej nad ranem po 36 godzinach pijaństwa. Bo nie jest istotne czy ja potrafię zamek otworzyć, a to, że Amazon drzwi zamyka.
Oczywiście zauważam, że jeśli brać pod uwagę cenę i jakość wyświetlacza (kluczowy parametr) to nawet z mojej pozycji (kogoś kto w życiu Kindle na żywo nie widział) jest to w tej chwili najlepszy wybór.
No to teraz trochę o wrażeniach po pierwszym wieczorze spędzonym z nową zabawką. Z początku raczej pozytywnie, a za chwilę o tym co w obecnej wersji firmware jest spierdzielone.
Ekran faktycznie odbija światło i jeśli chcieć zobaczyć w nim żarówkę nad głową, albo nawet kontur własnego odbicia to da się to zrobić. Tak samo można zobaczyć lekko pomaziany
tłuszczem z palców ekran. Da się, ale nie przeszkadza to w czytaniu, bo w pozycji w jakiej trzyma się czytnik podczas czytania tak, żeby było wygodnie i wystarczająco do czytania jasno problem się nie ujawnia.
Nie zauważam też opisywanego wcześniej problemu wolnej zmiany stron. Widocznie faktycznie Empik próbował strzelić sobie samobója i na targach w Krakowie zaprezentował nie działający firmware. Podczas testów strony zmieniają się dość szybko, podczas czytania jeszcze szybciej (być może czytnik w trakcie czytania gdzieś w tle buforuje sobie kolejną stronę do wyświetlenia, a nie czytamy jednej strony sekundę tylko chwilę dłużej przecież). Nie zauważyłem też problemu, ze zmianą strony za pomocą gestu na ekranie. Trzymając czytnik w lewej ręce można bez zmiany chwytu maznąć kciukiem i działa. Trzymając w ręce prawej ma się pod kciukiem przycisk kolejnej strony więc nawet mazać nie trzeba. Po prostu działa, chyba, że będzie miało zamiar przestać działać za jakiś czas ale na to jak wierzę mamy 24 miesiące gwarancji. Przy okazji gwarancją jest oczywiście paragon, a te lubią znikać po czasie, poprosiłem więc o ostemplowaną kopię świstka. Tak na wszelki wypadek.
Przy okazji. Klawisze zmiany stron są oznaczone strzałkami, strzałka w prawo strona następna, w lewo poprzednia czyli jak najbardziej poprawnie. Gesty wykonuje się odwrotnie, czyli aby przełączyć się na stronę kolejną należy maznąć z prawej do lewej, dokładnie tak jak gdybyśmy przewracali stronę w książce (w tym samym kierunku). Gdyby ktoś pomyślał, że wprowadza to minimalne zamieszanie, zamiast klawisza ze strzałką w prawo pojawiłby się klawisz z napisem Next, w lewo - Prev. i byłoby logicznije. Przy czym czepianie się tutaj nosi znamiona czepiania się na siłę, bo pokapować się o co chodzi można już po pierwszej pomyłce. Samo ułożenie klawiszy na obudowie przy moim braku doświadczenia z czytnikami wydaje się doskonałe.
Jeśli chodzi o obsługę menu urządzenia nie ma się do czego przyczepić. Oyo potrafi pokazywać do czytania książki i ... właściwie nic poza tym. Samo menu Ustawień jak i menu podręczne podczas czytania książki są przejrzyste konkrety za chwilę.
Klawiatura wirtualna działa o tyle, że bez problemu podałem hasło do mojej domowej WiFi, oraz wpisałem AdobeID i hasło do niego w celu uznania
urządzenia przez zUo. Można pisać szybciej niż pokazuje się na ekranie wpisywany tekst, wcale nie patrząc na niego i przynajmniej w przypadku tak krótkich stringów to działa. Czepiałem się powolności reakcji podczas macania Booxa być może (prawdopodobnie nawet) tam też nie trzeba czekać, na reakcję ekranu i można pisać dalej, co znacznie przyspiesza całą operację.
Klawisze klawiatury wirtualnej mogłyby być większe, jeszcze lepiej gdyby obsługiwały słownik i działały jak np. w tym eksperymencie: Marnanel: Dasher-based virtual keyboard. Na dziś wydaje się, że ten ficzer akurat działa w Oyo wystarczająco dobrze do czynności minimalnych (hasła, loginy, etc.) i prawdopodobnie jest wysoce nieużywalny gdyby ktoś chciał na poważnie dodawać do książek własne notatki - w takim wypadku bez fizycznej klawiatury się nie da, nie na ekranie który odpowiada
po sekundzie lub później.
Jeśli chodzi o menu ustawień to zawiera ono:
Wyłącz lub zawieś? Wyłącz / Zawieś / Anuluj. Zawieszony Oyo pokazuje na ekranie sympatyczną tapetkę, jak na początku powyższego video. Tłumaczom gratulujemy dowcipu! :D
Dodatkiw którym znajdziemy przeglądarkę plików graficznych i odtwarzacz plików audio. Do obu tych czynności istnieje gazylion lepiej przystosowanych urządzeń. ;-)
Podczas czytania dostępne jest menu podręczne w pewnym stopniu zależne od formatu pliku. Do wyboru jest
No to czas opowiedzieć o tym co jest spierdzielone, przynajmniej w aktualnej wersji firmware (1.0 R2711).
>W bibliotece i w dziale ostatnio czytane książki Oyo pokazuje miniatury okładek książek. A właściwie powinien pokazywać, bo o ile nie ma tu problemu w przypadku wersji demo książek jakie znajdowały się na czytniku oryginalnie o tyle wszystkie wgrane przeze mnie książki są tej miniatury pozbawione mimo iż same książki okładkę na pierwszej stronie posiadają. Wgrałem do czytnika kilka książek: Wolna Kultura Lawrence Lessiga format PDF. Tu braku okładki nie do końca można się czepiać, bo pliku graficznego tam nie ma. Ale zrzut strony dałoby się zrobić. Ale w kolejnych wypadkach nie ma przebacz: Gorzka Czekolada wersja PDF, plik kupiony w Virtualo dawno temu w celach eksperymentowania z ADEPTem. Widzę, że wersji PDF nie da się już kupić, ciekawe kiedy zniknie z mojej biblioteki ;-) (Niech żyje DRMosis). W pliku okładka jest, jak rozumiem plik zrobili zawodowcy, a Oyo ma to gdzieś. Dokładnie taka sama sytuacja jest w przypadku trzech kolejnych plików w formacie ePub (wszystkie z virtualo) dwa jeszcze zakażone DRMosis Adobensis, jeden już wyleczony.
Czytanie plików PDF jest trudne lub niewykonalne. Teoretycznie mamy do dyspozycji kilka trybów renderowania strony, przyjmijmy, że chcemy uzyskać dość duży rozmiar liter i czytać mamy wtedy do wyboru (testuję na pliku PDF z Virtualo).
kartkipołączona jest z górną krawędzią kartki kolejnej. Problem jest jak wyżej, tyle, że występuje dopiero w momencie kiedy brakuje miejsca po bokach (kierunek góra/dół jest z założenia posklejany). Sytuację ratuje tryb poziomy, bo zyskujemy na szerokości.
- Na pewno nie chcesz, ebym poszed z tob? - zapyta, nie spuszcajc badawczego wzroku z jej twarzy.No optymalnie do czytania to to nie jest :D
Auto orientacja ekranu. Kiedy obrócić Oyo bokiem, do góry nogami czy jakkolwiek, tekst sam dostosowuje się do tego położenia i obraca się w środku (zakładając oczywiście, że uaktywnimy tę opcję w ustawieniach), ale czasem coś się zacina i nie działa. Pomaga powrót do domyślnych ustawień, nie umiem jeszcze zreprodukować celowo tego błędu. Na ten moment wiem tyle, że czasem przestaje działać Wojtek zwraca uwagę, że akcelerometr jest wyłączany w trybie oszczędzania energii. Może dlatego nie do końca wiem kiedy mi się przytrafiało, ale jeśli tak to not bug but feature ;-).
Przywracanie domyślnych ustawień. Tu błąd po prostu lokalizacji, po wybraniu opcji wyskakuje okienko Your OYO is still activated. It is strongly advised that you de-activate your device before you continus. Proceed anyway? Yes / No
. Duperel, ale błąd jest błąd.
Zmiana typu fontu w pliku ePub to fikcja, Czego by nie wybrać w menu i tak na ekranie jest ten sam font. Chyba, że aby coś się zmieniło należy wykonać jakieś dodatkowe czary, ale żadnym sposobem jak na razie mi się nie udało.
Ten sam Wojtek sugeruje, że może być tak, że pliki ePub którymi się bawiłem mają załączony font, i wtedy zmiana jest niemożliwa. Tak czy siak wobec tego błędem jest, że opcja w menu nie jest wyłączana, albo lepiej, że wbudowanego kroju pisma i tak nie można zmienić na własny.
Ostatnia rzecz na jaką trafiłem to odświeżanie stanu naładowania baterii. W trakcie czytania, raz na jakiś czas (średnio mniej więcej raz na stronę tekstu) w trakcie czytania (a nie przewracania strony, bo byłoby za prosto) odświeża ikonkę ze stanem baterii w prawym górnym rogu ekranu. Jeśli czytamy w pozycji pionowej (portret) po prostu gdzieś tam na górze coś mruga, da się przeżyć (mruga cały górny margines, do szerokości ikonki, nie sama ikonka). Gorzej jeśli trzymamy czytnik w pozycji poziomej wtedy to co przed chwilą było górną krawędzią ekranu staje się prawą krawędzią, i mruga sobie ikonka stanu naładowania i cały tekst po prawej stronie. A wystarczy odświeżać informację o baterii tylko podczas przełączania strony i się wariaty nie będą czepiały. ;-)
I to tyle, generalnie moim zdaniem czytnik nie jest zły, a wręcz jest fajny i całkiem przyjemny. Przy czym pamiętamy, że to pierwsze tego typu urządzenie jakie miałem w rękach tak długo. Firmware na pewno wymaga poprawek, ale nikt się chyba nie spodziewał, że będzie inaczej. Na spokojnie spróbuję odszukać jakichś email do Empikowego supportu (jeśli już istnieje) zobaczymy wtedy jak zareagują na zgłoszenia i kiedy pojawi się nowa wersja firmware.
Tak czy siak, na razie wychodzi, że nie jest to może produkt z najwyższej półki ale na pewno jest wart swojej (stosunkowo niskiej przecież) ceny. Choć ... tak wiem Kindle, ale o tym było wyżej ;-)
Byłem w Empiku pobawić się Oyo. Mało ;-), wytargałem pana z Vobisu dwa piętra wyżej z Booxem 60, żeby obejrzeć oba czytniki side by side. Nie kupiłem, jeszcze myślę. Poniżej moje uwagi na szybko.
następna strona) IMO świetne
fakturę ekranu, o tyle w Oyo widać wyraźnie kształt lampy i żarówki na suficie niemal jak w lustrze. Jeśli się postarać, da się w Oyo zobaczyć własne odbicie, w Booxie nie bardzo!
stronę startową.
Pomyślę do wieczora jeszcze. Jedyna poważna wada to ten ekran o dwa kroki zbliżony do TFT glare ;-). No ale cena jak za pół czytnika ... nie jest mi łatwo :D
Od kilku tygodni wiem, że jeszcze w listopadzie kupię czytnik e-booków. Wstępnie miał to być Onyx Boox, później zapowiedziano premierę Oyo i nabrałem przekonania, że to najlepszy wybór w tej chwili dzięki de facto trzem rzeczom które uznałem za najpoważniejsze zalety Empikowego gadgetu.
jako mebel, przy czym oba czytniki widziałem tylko na obrazkach w sieci
To był wstęp numer 1, wstęp #2 jest taki, że poza chęcią zobaczenia zabawki z bliska i spotęgowania uczucia z kategorii Chcę mieć już!
chciałem ocenić, czy do czegokolwiek przyda mi się wersja z WiFi i rysikiem.
No bo w końcu jak już jestem w zasięgu WiFi to znaczy, że jestem w domu, albo w biurze i mam komputer wpięty do internatu. To po grzyba mi WiFi w książce
- no kompletnie zbędny ficzer. Żeby miał się do czego przydać zmontowałem sobie wczoraj na desktopie ikonkę z napisem eBook sync która jeśli położyć na nią jakiś plik odpali:
~/skrypty/tools/ebook-sync
#!/bin/bash
FILENAME="$1"
chmod +r "$FILENAME"
scp "$FILENAME" wariat@wariat.org.pl:/home/wariat/wariat.org.pl/smietnik/ebook-sync/ && \
notify-send -u normal "Poszuuuuo!" "$FILENAME wysłane ... chyba :D"
Plik położony
wyląduje wtedy na półce (login/hasło: user/foobar), a ja już siedząc z czytnikiem na tronie
będę mógł pobrać i przeczytać zmontowanego na szybko pdf'a wygenerowanego np. z jakiejś strony via Print Friendly.
Innego zastosowania WiFi w czytniku (w moim przypadku) nie widzę, a to zastosowanie jak widać jest raczej wymyślone na siłę niż rzeczywiście potrzebne.
Onyx Boox 60(s) pierwsze wrażenie
Obudowa bez zastrzeżeń, wygląda i zachowuje się w dotyku znacznie lepiej niż się spodziewałem. Nic nie trzeszczy, nic się nie ugina, elementy spasowane na zero. Praktycznie brak elementów ruchomych daje nadzieje, że nic się tu nie zmieni. Strach trochę o włącznik WiFi który wygląda dość delikatnie, ale może tylko tak wygląda. Do tego etui, również świetnie wykonane i po prostu ładne. W komplecie wygląda to jak porządny produkt z górnej półki (ogólnie, bo jak wiadomo to pierwszy e-reader jaki miałem w ręce, może wszystkie tak mają ;-) ). Najsłabszym elementem fizjonomii Booxa wydaje się być rysik, który jest taki nijaki jakiś. Już nawet rysik od Psiona S5 lepiej leżał w ręce, choć z drugiej strony wtedy to było halo
6-tego poziomu więc może się więcej paskudzie wybaczało.
Po odpaleniu zaskoczyła mnie jakość obrazu. Jednak zdjęcia i filmy na tubie nie oddają rzeczywistości. Nie oczywiście, nie da się tego porównać z prawdziwym drukiem na prawdziwym papierze. Ale czytelność jest doskonała. Powiedzmy, że przy rozsądnym stopniu pisma, kiedy na ekranie mieści się więcej niż kilka zdań (choć zdecydowanie mniej niż na stronie książki) czyta się to jak wydruk z laserówki wykonany w trybie ekonomicznym. Nie umiem ocenić kiedy czytanie takiego tekstu zacznie męczyć, ale myślę, że bardzo narzekać nie powinienem i czytać się da. Drażnić będzie tylko pewnie konieczność zmiany strony co pół strony (w sensie ilości tekstu), ale może nie.
Nawigacja po menu i ogólna responsywność urządzenia. Ooooo mamoooooo. Masakra jakaś. Widać, że to nie do końca wina komputera, a po prostu ekran potrzebuje te sekundę na reakcję (i pokazanie, że przyjął kliknięcie), tylko co z tego, że ja to rozumiem, jak denerwuje straszliwie.
Wklepanie adresu mojej półki z książkami, a później loginu i hasła trwało z pięć lat. I to nie było takie sobie oczekiwanie, to była prawdziwa droga przez mękę. A jednocześnie nie wyobrażam sobie wersji nie klikalnej rysikiem i chęci dodania jakiejś zakładki czy innej notatki.
Przestukanie się przez różne menu za pomocą tego multi-guzikowego cudactwa na dole mogłoby doprowadzić do szału niejednego Guru w jakimś tybetańskim klasztorze.
W tej chwili już wiem, że jeśli czytnik ma nie mieć dotykowego ekranu to najlepiej, żeby nie potrafił nic, a do tego nic, żeby miał wyprowadzone guziki na obudowie w systemie do każdego jednego nic
osobny guzik i nie więcej niż 10 guzików. Jeśli czytnik ma umieć cokolwiek więcej niż nic
to IMO musi mieć dotykowy ekran i to najlepiej smyrany paluchem.
Samo menu na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie koszmaru gościa od usability i jedyna nadzieja w tym, że się go generalnie po jakiejś wstępnej konfiguracji nie używa. A opcje do zmiany stopnia czy kroju pisma są na szczęście wywalone na wierzch.
WiFi jest i działa, moją półkę schowaną za basic auth da się obsłużyć i nie sądzę, abym z możliwości podpięcia do internatu w jakimkolwiek innym celu korzystał. Dla szpanu można pewnie pokazać, że da się przeczytać e-maile (jeśli taki interface gmaila się na tym wyświetli), ale nie radzę pokazywać, że da się na maila odpisać, bo ze szpanowania nici będą.
Samo czytanie (książki) ok i tylko znów ten przycisk. Tym razem chodzi o zmianę strony, działa oczywiście i działa wystarczająco szybko jak dla mnie, ale sam przycisk jest w złym miejscu. Myślę, że to właśnie dlatego nowy model Booxa X60 ma zamiast tego multi guzikowego centrum kontroli przyciski rozsiane po całej obudowie. Obstawiam, że sprawdza się to znacznie lepiej nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie.
Klawisze w Oyo też na oko rozmieszczone są znacznie wygodniej, a przynajmniej klawisz next page
wydaje się w Oyo być tam gdzie się go każdy spodziewa znaleźć.
No i oczywiście chory bym był gdybym byka nie znalazł, nie wiem co prawda jaką wersję firmware miał onyx którym się bawiłem, ale po pobraniu pliku pdf z sieci, czytnik pyta czy go otworzyć. Zapomniałem niestety słowa, ale jest tam śmieszna literówka. Kto ma Booxa pewnie wie o czym mówię, albo nie czyta co jest napisane w oknach dialogowych pytających tak/nie i później marudzi na forach supportu od windy ;-).
Werdykt jest taki, że jeśli Oyo nie pojawi się w środę w Empiku, lub pojawi się, ale albo nie spełni oczekiwań w jakikolwiek sposób, albo np. nie pozwolą mi się do niego podpiąć z własnym laptopem (bez windowsów) to wracam do Vobisu po Boox 60 (w wersji z WiFi).