Jakiś czas temu hacker dorwał mnie po powrocie z pracy i poinformował, że bardzo, ale to bardzo chciałby mieć Humbaka. Znaczy nie żywego tylko plastikową figurkę. Cóż było robić, wysłałem hackera, żeby zapytał Mamę czy nam pożyczy komputer (to część budowania napięcia) i poszukamy. Wykonałem gazylion zaklęć specjalnych (dla hackera) i otwarłem stronę Merlina. Humbak był tam gdzie go szukałem. W trakcie poszukiwań okazało się, że koniecznie potrzebny jest jeszcze Szympans. tata hackera ma miękkie serce w tym kierunku, bo bardzo lubi jak Hacker zna nazwy zwierząt o których wujkowie i ciocie istnieniu pojęcia nie mają, sam zresztą się zaczynam gubić. Anyway. To było 07.12. Od tego czasu hacker codzień pytał co z Humbakiem i szympnsem, a ja opowiadałem historie o panach listonoszach magazynierach i o tym gdzi ejest teraz nasze „zamówienie”. Po jakimś czasie pytania straciły na intensywności, sam bym się na miejscu hackera (który przecież nie do końca łapie jak to działa w realu) znudził czekaniem. Teraz pytanie zasadnicze.
Merlin w przypadku nie posiadania przedmiotu zamówienia we własnym magazynie zaznacza, że dostawa towaru potrwa 7 dni roboczych. I to jest ok, mam napisane czytam rozumiem, godzę się. Wszystko gra. Ale zawsze dziwi mnie dlaczego już po czasie często dostaję maila, że niestety towaru nie ma i czy chcę zrezygnować z jednego przedmiotu czy całego zamówienia. Dostaję tego maila w dniu kiedy mija te 7 dni roboczych!
Taki właśnie email przyszedł przedwczoraj. Niedostępny jest Humbak. Zrezygnowałem, czekam. Dziś mija 9ty dzień od złożenia zamówienia. Czy nie można było:
Jest też jeszcze jeden efekt całej sprawy. Ponieważ Humbak był kluczowym zamówieniem, Nelka znalazła mały sklep internetowy gdzie też sprzedają figurki zwierząt. Sklep który normalnie pewnie ominąłbym bokiem, ale Humbak! Zamówiłem, nie zakładając konta, po prostu złożyłem zamówienie, poczekałem na email z potwierdzeniem (wysłany chyba ręcznie) wysłałem przelew.
Figurka była ~30% tańsza niż w merlinie, więc poprosiłem jeszcze o młode humbaka
. Przesyłka dotarła dziś... na przesyłkę z Merlina nadal czekam.
Musiałem się wygadać... wybaczcie.
270 tysiecy kopii w google, jak rozumiem w ciągu dwóch dni? Nie da się? A jednak się da, wszystko za sprawą tajemniczego:
09 F9 11 02 9D 74 E3 5B D8 41 56 C5 63 56 88 C0
Co jest Master Key dla HD-DVD czyli w skrócie kluczem który ma umożliwić dekodowanie HD-DVD za pomocą np. mplayer'a w przyszłości, niedalekiej przyszłości.
We did it with DVDs and DeCSS, and today I can use my trusty MPlayer to play any DVD movie. We will eventually (rather soon) view HD-DVDs in Linux as well (because the codecs are already there, even if they are illegal in some countries).No to ... spread this number! ;-)
Dość dziwnym zbiegiem okoliczności wpadł mi w ręce pendrive PQI Cool Drive U350 - 1GB. Wpadł i być może nie wypadnie, fajna zabawka (znaczy pendrive jak pendrive, ale ładny), wetknąłem w USB i pierwsze zdziwko już po chwili.
# mount | grep sd
/dev/sda1 on /media/disk type vfat (rw,noexec,nosuid,nodev,shortname=winnt,uid=1000)
/dev/sdb on /media/disk-1 type vfat (ro,noexec,nosuid,nodev,shortname=winnt,uid=1000)
# df -h | grep sd
/dev/sda1 973M 16K 973M 1% /media/disk
/dev/sdb 9,9M 7,4M 2,6M 75% /media/disk-1
WTF!? Dwie partycje? Pierwotnie obie coś tam miały zapisane, na /dev/sdb były zapisane sterowniki dla Windows 98 :D szkoda, że nie spakowane zipe'em zaraz obok unzip.zip :D No ale nikt nie mówił, że użytkownikom Windows 98 ma być łatwo :D. Ale ta druga partycja?
# ls -lh /media/disk-1
razem 7,4M
-r-xr-xr-x 1 wariat root 41 wrz 11 2006 AUTORUN.INF
-r-xr-xr-x 1 wariat root 7,4M wrz 11 2006 USBNB.exe
Znaczy, że co? Jak wetknę to cudo w jakiś windziany komputer to coś się odpali? W nie moim systemie ja będę uruchamiał jakieś programy? Na dodatek partycja (czy wręcz dysk) jest read only więc tego nie wywalę. Czy czekają nas czasy kiedy wtykając komuś pendrive w celu, nie wiem fotki przegrać, czy dokumenty będziemy musieli najpierw obejrzeć kilka spotów reklamowych? Znaczy, nie, żebym podejrzewał, że akurat ten USBNB.exe czymkolwiek jest zacznie je wyświetlać, ale co stoi na przeszkodzie żeby właśnie?
Brrrrrrrrrr..... Apage!
trzeba pogooglać, może jest sposób, żeby się tego pozbyć...
Się uparłem i przy okazji upgrade do gnome-2.16 (wiem, wiem to już staroć :D ) wpadłem na mam nadzieję nie kompletnie głupi pomysł, żeby przestawić locale na pl_PL.UTF-8.
Zakładam, że poprzestawiałem wszędzie gdzie powinienem i objawiły się jak na razie dwa problemy:
Problem pierwszy rozwiązałem (nie wiem tylko na ile rozsądnie) zmieniając w /etc/man.conf linijkę od NROFF na:
TROFF /usr/bin/groff -Tps -mandoc
NROFF /usr/bin/nroff -Tlatin1 -c -mandoc | iconv -f latin2 -t utf8
JNROFF /usr/bin/groff -Tnippon -mandocj
I działa, ale nie wiem czy nie można tego jakoś lepiej.
Problem drugi pozostaje nierozwiązany a drażni strasznie, ojjjj strasznie :D.
Albo ja czegoś nie rozumiem, albo pojawiła się jakaś nowa M$ technologia... oto windziany serwer informuje, mnie przez internet, że mam kłopot z internetem i mam sie kontaktować z ISP.
Jeśli jakimś cudem nie jest to opatentowane to ja bym się pospieszył, można na tym zrobić niezły biznes, np. Gdyby trochę udoskonalić ten system to można sobie wyobrazić przesyłanie stron internetowych do komputerów bez dostępu do internetu, w przypadku użycia GPRS daje to znaczne obniżenie kosztów połączenia .... zaraz, zaraz ... obniżenie kosztów?! To dowodzi, że firma Wielkiego Billa nie ma tego patentu ;-)