Sentymenty sentymentami, ale miejsce w piwnicy też jest potrzebne. Kilka lat to trwało, ale w końcu trzeba było podjąć właściwą decyzję i przenieść archiwum niesprzedanych egzemplarzy LOOPa gdzie ich miejsce - czyli na makulaturę. A że w przedszkolu hackera zamieniają sobie makulaturę na papierowe ręczniki to się nawet ucieszyli i sami przyjadą zabrać. Z takiej okazji nie można było nie skorzystać. :D
A jest co zabierać. Dziś w końcu wziąłem się za siebie i wytargałem wszystko blisko wyjścia (zawalając pralnię). Jest tego tałatajstwa 1,125m3 czyli jakieś 1350kg (paczka 0,004m3 ważyła 4,8kg przynajmniej wg. wagi do ważenia ludzi :D).
Był zawalony regał w hakierowni, zostały pamiątkowe fotki (i jedna nadal zawalona półka, nie wiem po co mi więcej niż jeden komplet, ale nie mogłem wyrzucić wszystkiego :D).
No to skończyliśmy dziś z hackerem kolejną Wolną lekturę. Robinson Crusoe w wolnelektury.pl.
Młody od kilku dni ma plan udania się na jakąś bezludną wyspę, może jednak powinienem spuścić z tonu. :D Z okazji szczęśliwego zakończenia lektury tak jak poprzednio wysłałem dwie dychy do Fundacji, podoba mi się taka forma przepłacania za książki z dołu
chyba tak już zostanie. :D
I znów, tak jak po wyspie skarbów jestem pod wrażeniem jakości ebooka. Znalazłem trzy błędy. Dwa to znaki zapytania pozostawione prawdopodobnie w miejscach gdzie osoba dokonująca korekty miała wątpliwości. Trzeci to najprawdopodobniej błąd tłumacza (popełniony w latach 20tych zeszłego wieku): Myślałem tylko o tym, jak przepłynę czterdzieści pięć mil morskich, dzielących mnie od lądu, zaś nie brałem zgoła pod uwagę, w jaki sposób przeciągnąć łódź czterdzieści pięć węzłów po piasku wybrzeża.
A przecież każdy wie, że węzeł jest jednostką prędkości nie odległości.
Błędy oczywiście zgłosiłem gdzie trzeba.
Dalej planowałem przygody Guliwera
, niestety książka jest w trakcie opracowywania. Jakiś czas temu kupiłem plik w nexto, za całe 2zł, ostatnio Virtualo w ramach zwiększania oferty dodało także ten tytuł z konkurencyjną ceną 0zł (też kupiłem :D). Dokonam losowania i mam nadzieję trafię tak, że nie będę się musiał pastwić nad zawodowcami od ebooków
zbyt długo. :D
Dlaczego jak się robi ciepło wariaty przestają być online? Nikt tego pytania oczywiście nie zada, ale i tak odpowiem :D Otóż dlatego, że od hakierowania komputerów znacznie lepsze jest hakierowanie rzeczywistości. Tą razą padło na stół ogrodowy.
Układał który kiedyś parkiet? A na stole? :D Ja już tak! :D
Tak to wyglądało po dwóch zimach na ogrodzie, wiem gdybym chował na zimę wyglądałby trochę lepiej. Trochę.
Nie ma to jak sobie trochę zdemolować. Był stół - BUM - jest rama. :D
Hacker oczywiście był jak zwykle mózgiem całej operacji :)
I ciężko pracował … przez chwilę :D
I oto proszę państwa, renowacja mebli ogrodowych wariat i synowie ™
Tadam!
Jest jeszcze jedno pytanie którego nikt nie zada. Gdzie więcej zdjęć z tajnej operacji? Są gdzieś tam obok w albumie, ale nie zdziwi mnie zbytnio brak zainteresowania. Anyway, jeśli chodzi o skill garażowo warsztatowy to zaliczyłem chyba kolejny lvlUp, więc musiałem się pochwalić ;-)
Od jakiegoś czasu przychodzi faksem kolejny gatunek spamu z phishingiem. Nie czytałem nigdy całości, ale już początek treści:
SWISS MONEY REPoRTwyraźnie sugeruje, że chodzi o wyłudzenie kasy.
Vegas77 - polecał akcje za 11,60 - teraz kosztują 36,40 euro (213% Zysk)
Można się chwilę zastanawiać czy to naprawdę nadal jest skuteczne (przecież ludzie po domach nie mają chyba faksów na osobnej linii a to przychodzi w nocy. Jakie są szanse na naciągnięcie kogoś kto jest w pracy?) No ale skoro przychodzi to dowód, że się opłaca, a skoro się opłaca to z kole dowód, że liczba naiwnych nie maleje.
Oczywiście na dole dokumentu jest adres formularza który ma umożliwić wypisanie się z newslettera. Jakiś czas temu spróbowałem, w końcu i tak mają numer i i tak jest to numer służbowy więc nawet gdybym był ekstremalnym upierdliwcem niewiele mógłbym zrobić. Ale skoro nie zadziałało tak jak napisane to dziś na wszelki wypadek wypisałem z ich newslettera wszystkie numery faksowe do GIODO. W końcu trzeba chronić budżet ważnej instytucji państwowej oraz ich być może naiwnych pracowników. Taka jestem świnia :D
Ktoś coś musiał nagrzebać bo nagle okazało się, że OpenShot przestał się wywracać. To był chyba ten ostatni impuls potrzebny żebym wziął się za siebie i zmontował całość. Przy okazji przekonałem się, że faktycznie OpenShot to faktycznie to czego brakowało. KinoDV które kiedyś było numerem jeden z powodu braku czegokolwiek sensownego odpada. PiTiVi nic nie potrafi co jest na swój sposób urzekające ale czasem jednak przydałoby się coś więcej. OpenShot jak już działa to jest całkiem przyjemną zabawką. Nie może pewnie jeszcze w żaden sposób konkurować z windzianą czy makówkową konkurencją, ale wydaje się, że kluczowym słowem jest tu jeszcze
.
Ale wracając do dzieła
. Już na wstępie zaznaczę, ze historia jest tragiczna. Główny bohater ginie w pierwszym akcie. Ginie dla dobra nauki oczywiście (uczyłem się ja ;-).
Tak czy siak wychodzi, że jeśli wpadnę na pomysł z remake Krokus Movie
to trzeba przebudować hardware
na wersję wodoodporną i fotografować na dworze, albo znaleźć roślinkę która zastartuje już w domu, a nie na mrozie.
To tyle gadania, rozpocznijmy projekcję ;-)
Next time lapse experiment
Przy okazji wyszedł na wierz fajny ficzer Vimeo. Video otagowałem jako time-lapse
i przy nim pojawiły się dwa linki do tutoriali z z Vimeo Video school: timelapse i timelapse with DSLr. Oba widziałem już jakiś czas temu, ale to, że się podlinkowały jest hmmmm fajne. :)
Sukcesem jest wydanie Gnome w wersji 3.0. Praca dziesiątek hackerów na całym świecie ... wyjdzie mi manifest socjalistyczny albo jeszcze gorzej :D Ale nie da się nie powiedzieć, że należy się wdzięczność wszystkim którym się chce.
Kolejnym tatą
jest gdzieś tu w okolicy być może podpisany ;-) Wydanie Gnome 3 duża rzecz więc adoptowałem
z tej okazji Federico Mena-Quintero, było nie było człowieka który Gnome powinien dopisać sobie do nazwiska, nie brzmiało by źle ;-). Wszystko w ramach znanej już akcji Become a Friend of GNOME!.
Oczywiście serdecznie wszystkim polecam, okazja jest, można się podpiąć pod sukces ;-)
Po tym jak laptok praktycznie wyzionął ducha, a ja przywróciłem do łask grzyba podjąłem decyzję, że w miarę możliwości trochę gościa zmodernizuję. Pierwszy pomysł to wetknąć mu możliwie najszybszy CPU. Z lektury listy wynikało, że byłby to albo Athlon 64 x2 4800+ albo Athlon FX-60 ze wskazaniem na tego ostatniego.
Na Alledrogo nie występuje, ale okazało się, że bez problemu można gościa kupić na eBayu po drugiej stronie wielkiej kałuży.
A gdzie ten wyścig? No bo komp. przecież fotografuje. O każdej pełnej godzinie, ja zabrałem się za wymianę procka o 21:20 ... ale się udało. :D Co prawda stary procek przykleił się do radiatora przez co wylazł z socketa bez jego otwierania, radiator był na tyle zabrudzony że go po proostu opłukałem wrzątkiem bo czyszczenie na sucho zajęłoby za dużo czasu ale wszystko wskazuje na to, że nic się nie popsuło no bo w końcu to piszę, co wskazuje, że Obie połówki nowego CPU czują się dobrze
.
Chce ktoś Athlon 64 3500+ Socket 939?
W połowie lutego zamawiałem kolejną porcję słonecznika dla ogrodowych darmozjadów, a przemelek pokazał swój zdjęciofilm. Reakcja organizmu była natychmiastowa. Ja też chcę tylko najpierw muszę dojść do ładu z kilkoma rzeczami. Chwilę to trwało, ale w końcu pierwszą próbę mam za sobą, niestety oscary już były. :D
Do dyspozycji miałem web kamerkę z wifi edimax cośtam cośtam. Producent mówi o niej 1,3Mpix ale ja mu do końca nie wierzę. Anyway jedno co można o niej powiedzieć na pewno to to, że da się ją obsługiwać tak jak normalni ludzie chcą to robić. Wystarczy poprosić wgetem o jpg'a i już.
Kiedy sprzęt się znalazł, trzeba było zatrudnić małpę do naciskania spustu. Powstała małpa w dwóch wersjach, normalnej (to wersja super mega geek beta vanilla stable - kod zajmuje 1337 bajtów, co zauważyłem przypadkiem i czego nie mogłem przecież zignorować :D):
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ cat get-image-0.2.sh
#!/bin/bash
DEST_DIR="${HOME}/temp/webcam/pictures/"
TEMP_DIR="/tmp/$(basename $0).$$"
FILENAME="${DEST_DIR}"$(date "+%Y%m%d_%H%M%S")".jpg"
mkdir ${TEMP_DIR}
cd ${TEMP_DIR}
H_HAND_D=$[$(date "+%-I")*30+$(date "+%-M")/2]
M_HAND_D=$[$(date "+%-M")*6]
M_HAND="path 'M 0,0 L 0,-4 M -1,-4 L 0,-55 L 1,-4'"
H_HAND="path 'M 0,0 L 0,-4 M -1,-4 L 0,-30 L 1,-4'"
MARK="path 'M 0,-56 L 0,-48 M 0,48 L 0,56'"
convert -size 128x128 xc:transparent -fill '#0c8cfd80' \
-stroke "#101010" -strokewidth "2" \
-draw "translate 64,64 circle 0,0 0,63" \
-draw "rotate ${M_HAND_D} translate 64,64 ${M_HAND}" \
-draw "rotate ${H_HAND_D} translate 64,64 ${H_HAND}" \
-strokewidth "1" \
-draw " translate 64,64 ${MARK}" \
-draw "rotate 30 translate 64,64 ${MARK}" \
-draw "rotate 60 translate 64,64 ${MARK}" \
-draw "rotate 90 translate 64,64 ${MARK}" \
-draw "rotate 120 translate 64,64 ${MARK}" \
-draw "rotate 150 translate 64,64 ${MARK}" \
clock.png
wget http://admin:1234@192.168.1.12/snapshot.jpg \
-O photo.jpg
composite -gravity north-east clock.png photo.jpg $FILENAME
cd ~
rm -rf ${TEMP_DIR}
Tak wiem, teraz wszystkie złe klakiery (czy jak im tam) wiedzą, że nie zmieniłem hasła w kamerze. No nie zmieniłem, bo po co? :D.
i przekombinowanej:
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ cat get-image-0.3.sh
#!/bin/bash
# MANUAL:
# ./get-image "/destination/directory/"
DEST_DIR="/tmp/"
if [ -d "$1" ]; then
DEST_DIR="$1"
fi
FILENAME="${DEST_DIR}$( date "+%Y%m%d_%H%M%S" ).jpg"
TEMP_DIR=`mktemp -d /tmp/get-image-XXXXX`
cd ${TEMP_DIR}
CLOCK_DIAM=64
H_HAND_D=$[ $( date "+%-I" ) * 30 + $( date "+%-M" ) / 2 ]
M_HAND_D=$[ $( date "+%-M" ) * 6 ]
M_HAND="path 'M 0,0 L 0,-4 M -1,-4 L 0,$[${CLOCK_DIAM} * -9 / 10] L 1,-4'"
H_HAND="path 'M 0,0 L 0,-4 M -1,-4 L 0,$[${CLOCK_DIAM} / -2 ] L 1,-4'"
H_MARK="path 'M 0,$[${CLOCK_DIAM} * -95 / 100 ] L 0,$[${CLOCK_DIAM} * -75 / 100 ]
M 0,$[${CLOCK_DIAM} * 95 / 100 ] L 0,$[${CLOCK_DIAM} * 75 / 100 ]'"
convert \
-size "$[${CLOCK_DIAM} * 2]x$[${CLOCK_DIAM} * 2]" xc:transparent \
-fill "#0c8cfd80" \
-stroke "#101010" \
-strokewidth "2" \
-draw "translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} circle 0,0 0,$[${CLOCK_DIAM} - 1]" \
-draw "rotate ${M_HAND_D} translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${M_HAND}" \
-draw "rotate ${H_HAND_D} translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_HAND}" \
-strokewidth "1" \
-draw " translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
-draw "rotate 30 translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
-draw "rotate 60 translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
-draw "rotate 90 translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
-draw "rotate 120 translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
-draw "rotate 150 translate ${CLOCK_DIAM},${CLOCK_DIAM} ${H_MARK}" \
clock.png
wget http://admin:1234@192.168.1.12/snapshot.jpg \
-O photo.jpg &> /dev/drzewo
composite -gravity north-east clock.png photo.jpg "$FILENAME"
cd ~
rm -rf ${TEMP_DIR}
BTW gdzie jest ten co mówił, że skrypty w Perlu są nieczytelne? :D
Pogoniona batem małpa robi zdjęcie, maluje w rogu zegarek (prawda, że śliczny?) i archiwizuje odbitkę. Trzeba ją tylko w równych odstępach czasu poganiać czyli:
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ crontab -l
NICE=15
# 1/60fps
* 5-19 6 3 0 /home/wariat/skrypty/webcam/get-image "/home/wariat/temp/webcam/karmnik-1min/" &> /dev/drzewo
# 1/15fps
* 5-19 7 3 1 /home/wariat/skrypty/webcam/get-image "/home/wariat/temp/webcam/karmnik-15s/" &> /dev/drzewo
* 5-19 7 3 1 sleep 15; /home/wariat/skrypty/webcam/get-image "/home/wariat/temp/webcam/karmnik-15s/" &> /dev/drzewo
* 5-19 7 3 1 sleep 30; /home/wariat/skrypty/webcam/get-image "/home/wariat/temp/webcam/karmnik-15s/" &> /dev/drzewo
* 5-19 7 3 1 sleep 45; /home/wariat/skrypty/webcam/get-image "/home/wariat/temp/webcam/karmnik-15s/" &> /dev/drzewo
Efekt?
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ ls -l ~/temp/webcam/karmnik-1min/ | head
razem 203020
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42128 03-06 05:00 20110306_050001.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42012 03-06 05:01 20110306_050101.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 41850 03-06 05:02 20110306_050201.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42572 03-06 05:03 20110306_050301.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42725 03-06 05:04 20110306_050401.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42516 03-06 05:05 20110306_050501.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 43188 03-06 05:06 20110306_050601.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 42788 03-06 05:07 20110306_050701.jpg
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 43104 03-06 05:08 20110306_050801.jpg
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ ls -l ~/temp/webcam/karmnik-1min/ | wc -l
895
Osiem sztuk wywaliłem bo coś gdzieś odbłysnęło, oszukało kamerę i fotka wyszła prześwietlona.
Skomplikowane robi się później bo za każdym razem jak patrzę na opcje przy eksporcie video oczy wyłażą mi na wierzch. Pewnie można więc lepiej, ale ja umiałem tylko przepisać z manuala od mencodera:
wariat@mickey ~/skrypty/webcam $ cat movie.sh
#!/bin/bash
mencoder "mf:///home/wariat/temp/webcam/karmnik-1min/*.jpg" \
-mf w=1280:h=1024:fps=8:type=jpg \
-ovc lavc \
-lavcopts vcodec=mpeg4 \
-o output.avi
Na koniec PiTiVi który dał radę raz przelecieć całość i się nie wywrócić (za co jestem mu niezmiernie wdzięczny), oraz gazylion razy nie dał rady i się wywalił (za co go nienawidzę). Sam PiTiVi jako edytor jest świetny bo nic nie umie, czyli nadaje się idealnie, brakuje tylko żeby sam pokazał jak ustawić opcje eksportu najlepiej tak jak OpenShot, bo te zaklęcia chyba na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą. Ten ostatni zresztą potrafi sam wczytać sekwencję fotek, a właściwie potrafiłby gdyby nie to, że wykłada się (u mnie) przy każdej próbie.
A efekt? Prosz...
Dzień z życia karmnika ;-) from Jakub Klawiter on Vimeo.
Kolejny pomysł to jakaś rzeżucha. Tajny plan jest taki, że BIOS włączy grzyba w południe, małpa zrobi jedno zdjęcie, a inna małpa sprawdzi czy przypadkiem wariata nie ma w pobliżu i kompa wyłączy. Tak czy siak w sumie fajna i mało czasochłonna zabawa, gdyby tylko jeszcze zrozumieć o co chodzi z tymi wszystkimi pierdolnikami przy eksportowaniu filmu :D.
W 2005 roku wymyślili, że trzeba zrobić inaczej niż reszta świata i wydać pilotom paralotni państwowe licencje. Posiadającym już uprawnienia (wydane przez aeroklub) po prostu wydano dokument po wypełnieniu wniosku. Wariat wniosek wysłał, ale licencji nigdy nie odebrał bo Warszawa jest na drugim końcu świata, a licencja nie drzwi od stodoły latać się na niej nie da. No ale ... ponieważ licencja (tfu przepraszam Świadectwo Kwalifikacji Członka Personelu Lotniczego) to biznes to oczywiście po 5ciu latach wygasła i trzeba wystąpić o wznowienie. No to wariat wystąpił i co się okazało?
Jakiś tydzień temu zadzwonił do mnie miły Pan z ULC informując, że żaden problem ale pierwszą licencję trzeba odebrać, tyle że teraz można już pocztą w związku z czym otrzymałem dziś list z ULC zawierający ŚK którego ważność wygasła miesiąc temu. Niby nic strasznego, ale po co?
Jakiś czas temu hacker dorwał mnie po powrocie z pracy i poinformował, że bardzo, ale to bardzo chciałby mieć Humbaka. Znaczy nie żywego tylko plastikową figurkę. Cóż było robić, wysłałem hackera, żeby zapytał Mamę czy nam pożyczy komputer (to część budowania napięcia) i poszukamy. Wykonałem gazylion zaklęć specjalnych (dla hackera) i otwarłem stronę Merlina. Humbak był tam gdzie go szukałem. W trakcie poszukiwań okazało się, że koniecznie potrzebny jest jeszcze Szympans. tata hackera ma miękkie serce w tym kierunku, bo bardzo lubi jak Hacker zna nazwy zwierząt o których wujkowie i ciocie istnieniu pojęcia nie mają, sam zresztą się zaczynam gubić. Anyway. To było 07.12. Od tego czasu hacker codzień pytał co z Humbakiem i szympnsem, a ja opowiadałem historie o panach listonoszach magazynierach i o tym gdzi ejest teraz nasze „zamówienie”. Po jakimś czasie pytania straciły na intensywności, sam bym się na miejscu hackera (który przecież nie do końca łapie jak to działa w realu) znudził czekaniem. Teraz pytanie zasadnicze.
Merlin w przypadku nie posiadania przedmiotu zamówienia we własnym magazynie zaznacza, że dostawa towaru potrwa 7 dni roboczych. I to jest ok, mam napisane czytam rozumiem, godzę się. Wszystko gra. Ale zawsze dziwi mnie dlaczego już po czasie często dostaję maila, że niestety towaru nie ma i czy chcę zrezygnować z jednego przedmiotu czy całego zamówienia. Dostaję tego maila w dniu kiedy mija te 7 dni roboczych!
Taki właśnie email przyszedł przedwczoraj. Niedostępny jest Humbak. Zrezygnowałem, czekam. Dziś mija 9ty dzień od złożenia zamówienia. Czy nie można było:
Jest też jeszcze jeden efekt całej sprawy. Ponieważ Humbak był kluczowym zamówieniem, Nelka znalazła mały sklep internetowy gdzie też sprzedają figurki zwierząt. Sklep który normalnie pewnie ominąłbym bokiem, ale Humbak! Zamówiłem, nie zakładając konta, po prostu złożyłem zamówienie, poczekałem na email z potwierdzeniem (wysłany chyba ręcznie) wysłałem przelew.
Figurka była ~30% tańsza niż w merlinie, więc poprosiłem jeszcze o młode humbaka
. Przesyłka dotarła dziś... na przesyłkę z Merlina nadal czekam.
Musiałem się wygadać... wybaczcie.
Napierdzielałem się tu kiedyś z pokręconego sposobu wymiany żarówek w Smarcie, wymagającego zastosowania techniki ginekologicznej. Pośmiałem się, no ale w końcu auto małe (nawet na osiedlowej myjni brali za umycie Smarka pół ceny) jakoś musieli sobie poradzić, więc 100% zrozumienia. Nie wpadli, że można by łatwiej, a może to tylko mi się wydaje, że dałoby się łatwiej. Kto to wie...
Ale wczoraj stało się, strzeliła żarówka w Subaru. Duże auto, podobno bardzo przemyślana i dopracowana konstrukcja. Nic w Foresterze nie jest przypadkowe, bo wszystko jest wynikiem lat doświadczeń i pracy tysięcy najlepszych inżynierów.
W drodze z roboty wpadłem na stację kupić żarówkę, wjechałem do garażu podniosłem maskę i ... o kurde ...
W Foresterze (2007) aby wymienić żarówkę lewego reflektora trzeba ... wyjąć akumulator. Tysiącom inżynierów gratulujemy pomysłu! :D
Tak wiem, czasy mamy takie, że większość tzw. Zwykłych Użytkowników
nie potrafi odróżnić suwmiarki od klucza francuskiego, ale są jeszcze tacy którzy wstydzą się pojechać do ASO w celu wymiany żarówki. Nie ma to tamto, musiało się wydać.
Tak rodzą się tylko wielkie religie :D Dostałem dziś Znak od Świętego, ale po kolei.
Rozmawialiśmy wczoraj na Buzzie Pawła Wimmera o nowym pomyśle PayPala z mikropłatnościami (Mikropłatności PayPala...).
Jakoś nie mogłem kompletnie zrozumieć o co chodzi i gdzie tu nowość, lub inaczej co w przesyłaniu pieniędzy PayPalem da się uprościć. Z moich kontaktów z systemem wnioskowałem, że nie ma tam za bardzo żadnego kroku który da się ominąć, a który mieści się między rozpoczęciem zakupów
, a zarejestrowaniem płatności.
W pewnym momencie pomyślałem, że muszę proces zobaczyć jeszcze raz, może coś mnie olśni. Otwarłem więc stronę fsf.org i już chciałem, uruchomić procedurę kiedy mnie właśnie olśniło i wykombinowałem coś, co być może jest tym co wykombinowali w PayPalu.
Napisałem wobec tego jak faktycznie da się system uprościć, czyli myliłem się mówiąc, że się nie da, posypałem głowę pop^W No dobra bez przesady :D
To by było żadne halo, ale jest sposób aby było to coś nowego, dotyczyło mikro płatności, a przykład z opłatami za itemy z gier pasował idealnie.
1. mam konto w serwisie w grze online „kurduple i szyszkożercy” (fantasy, krasnoludy elfy itd)
2. w profilu mojej postaci ustawiam moje konto paypal i raz jeden dokonuję autoryzacji, od teraz paypal wie, ze jak gra „kurduple i szyszkożercy” powie, że mam zapłacić to ja się zgodziłem
3. więc jak jestem zalogowany do gry i moja postać drze ryja, że „Karczmarzu więcej piwa” to paypal owszem zapłaci „w tle”
Jeśli chodzi o coś w tym kierunku to ... cofam, faktycznie da sie zrobić coś nowego co będzie inne niż to co było i generalnie za dużo gadam :D
I najprawdopodobniej wtedy Święty powiedział, WTF, a moja ofiar^W darowizna to gdzie?! Tylko ja nie miałem o tym pojęcia, bo i skąd. :D
Aż tu nagle dziś, otwieram pocztę i widzę nowego maila z tytułem [gnu.org #456929] Przesłano Ci pieniądze!
. Co robi człowiek jak widzi takiego maila? No normalnie, przecież to phishing jakiś, trzeba kliknąć, żeby ubiło śmiecia. Otwieram więc, ale nie jest normalnie, w środku praktycznie pusto, jedno zdanie:
I don't think he has ever contacted us before. You can create a contact record for him using AMT.Oglądam nagłówki, wszystko normalnie. Tylko o co chodzi?! No to jak nie wiem o co chodzi to pytam tego co mi maila przysłał.
No ok, ale ja przecież żadnej darowizny nie wysłałem, choć pamiętamy, że wczoraj chciałem wysłać, taki był PLan, ale że eksperyment okazał się zbyteczny...
Napisałem więc, że nie bardzo rozumiem o co chodzi, zasugerowałem, że jeśli to Gnome Friends to nie jest prawdą, że to pierwszy raz tylko drugi (w mailu od Petera było coś, że to mój pierwszy raz). Jeśli chodzi o FSF (ten drugi ciut więcej wyjaśniający mail od Petera przyszedł z domeny fsf.org nie gnu.org), to faktycznie w czerwcu 2009 wysłałem kilka $ jako darowizna PayPalem, bo sklep FSF nie chciał się dogadać z moją kartą plastik^W płatniczą, i że w sumie to czuję się zagubiony ale ...
And now sit down please ;-) Yesterday I was thinking about sending some money to FSF, but ... just thinking! So your e-mail is probably a kind of Sign from St. Ignucius that I should stop thinking and send few $ now! :D So I will in few minutes, but if the task #456929 is not about „Gnome Friends” please check twice if it is not strange (very strange) mistake.
Reasumując, dostałem Znak, odczytałem Znak, zastosowałem się do instrukcji (które odczytałem). Może dzięki temu mój komputer stanie się teraz lepszym komputerem
:D, ale Emacsa używał nie będę. (vi też nie!) :D
Prawie wszystko co poniżej to nieprawda :D
Te wszystkie telekomunikacje nie dają się człowiekowi nudzić. Tym razem w biurze zadzwonił telefon, po drugiej stronie sympatyczna pani poinformowała, że kończy się umowa na neozdradę. Nie zdążyłem przetestować pani na okoliczność czy na pewno dzwoni z tej firmy o której myślę (co nie jest oczywiste wbrew pozorom) bo tu klient, tam klient. Powiedziałem, że się zorientuję, a pani, obiecała że jeszcze do mnie zadzwoni.
Jak się trochę uspokoiło przystąpiłem do orientowania się
. I co? Oczywiście ZONK, jakżeby inaczej :D
Tym razem telekomunikacja polska zdecydowała się sprzedawać na raty produkt firmy McAfee, w najtańszej opcji 3zł/miesiąc (przez dwa lata). I to się nazywa Wybrana usługa dodatkowa
tylko kurka ja nic nie wybierałem. Co mam sobie z tym McaFee zrobić? Na wine odpalać, żeby nie było, że płacę i nie używam?
Dałem się nabrać, ale nie podejrzewałem, że radio button może być nie zaznaczony
. Przecież tam aż się prosi o opcję nie dziękuję 0/miesiąc
i pomyłki by nie było, a tak ok przyznaję można nie płacić, ale domyślnie zaznaczone jest jak na obrazku powyżej, czyli da się obronić tezę, że próbują klienta naciągnąć (ja bym się dał na 100%).
Tak się zastanawiam czasem, czy wielka wojna z monopolami np. jeśli chodzi o telekomunikację nie idzie w dziwnym kierunku. Nie byłem, nie jestem i pewnie nie będę jakimś fanem telekomuny, ale mam u nich numer od zawsze i jakoś nie widzę większego powodu żeby ten stan rzeczy zmieniać mając świadomość, że praktycznie wszędzie trafię na to samo.
O ile w przypadku telefonii komórkowej poszczególni operatorzy z mojego punktu widzenia różnią się (właściwie wyłącznie) oferowanymi przy podpisaniu umowy telefonami - co być może za kilka miesięcy poskutkuje tym, że rozwiążę umowę z Plusem podpisaną po raz pierwszy jakieś pół roku po powstaniu firmy tylko dlatego, że pewnie nie znajdę w Plusie Motoroli Droid/Milestone 2, lub Samsunga Galaxy 9000, a może Era lub Orange wprowadzi je do oferty. O tyle w przypadku telefonu stacjonarnego różnica jest żadna, a nawet gdyby była to...
No właśnie czy to rozsądne nawet nie rozważyć oferty konkurencji? Pewnie nie, ale co mogę poradzić na to, że mam musk zryty i szału dostaje na widok akwizytora lub po odebraniu telefonu z telemarketingu.
Numer telefonu domowego jest zastrzeżony, nie jest publikowany w spisach numerów etc. Co z tego, skoro był publikowany kiedyś kiedy jeszcze nie należał do mnie, a firmy wydzwaniające z propozycją super promocji na dywany w komplecie z szamponem korzystają z książki telefonicznej z wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia?
Jest numer w książce? Jest. Na numery z książki można dzwonić? Można, no to hajda spamujemy.
O wałkach w stylu informacji od telemarketera Netii dzwoniącego na mój numer który poinformował mnie, że upływa mi niedługo umowa na neostradę w telekomunikacji i oni mają lepsza ofertę nie wspominając. To zresztą pewnie bardziej wewnętrzny problem telekomuny, że im ktoś wyniósł bazę danych o abonentach.
Dziś rano z kolei zadzwonił do mnie człowiek z telekomunikacji. Wyglądało to mniej więcej tak (w moich uszach):
telemarketoid: dzień dobry mówi wieńczysław nieszczególny dzwonie z telekomunikacji polskiej chciałbym porozmawiac o abonamencie telefonicznym, czy rozmawiam z właścicielem numeru?Nosz mać. Może ja jestem dziwny, ale jeśli rozmontowywanie monopolu Poczty ma polegać na przyklejaniu blachy do listu, lub przesyłki kurierskiej która nigdy nie dochodzi w terminie, w dodatku trzeba się nadzwonić i naszukać. A demontaż monopolu telekomunikacji polskiej na tworzeniu „telekomunikacji telepolskiej” i pewnie naciąganiu dziadków, którym się nawet takie cuda nie śniły. To ja chyba zmienię zdanie i zacznę być fanem monopoli. W końcu jakby się zastanowić taki monopolista który jednak ma wokół pomniejsza konkurencję to całkiem znośna oferta. Przynajmniej jest szansa, że mi operator nie zbankrutuje co zmusiłoby mnie do szukania nowego. :D
ja: tak, słucham
telemarketoid: Na początek chciałbym zapytać jakie płaci Pan rachunki za telefon
j: Macie to chyba w bazie danych, proszę sobie sprawdzić.
t: A czy ma Pan pod ręką może ostatni rachunek telefoniczny?
j: Przepraszam z jakiej firmy pan dzwoni?
t: z Warszawy telekomunikacja trtpolska
j: że jak?
t: telekomunikacja telepolska
j: czyli nie Telekomunikacja Polska S.A. skąd ma pan mój numer telefonu i dlaczego Pan dzwoni?
t: Nie, ale my współpracujemy z telekomunikacją ...
j: dziękuję prosze usunąć mój numer z bazy danych i więcej nie dzwonić.
Jakiś czas temu stwierdziłem, że muszę w końcu zobaczyć co to ten Twitter i jego klony. Założyłem, przyjrzałem się powierzchownie i zaraz na początku doszedłem do wniosku, że to co najwyżej marna podróbka góglowych shared items.
No bo tak:
I kiedy przed chwilą przestawiałem cuda w profilu Twittera (żeby nie informował mailem o niczym i takie tam) zacząłem się zastanawiać, czy to faktycznie jest tak, że tylko Google potrafi zrobić „to samo tylko dobrze”? Bo to z jednej strony budujące - że jest ktoś kto potrafi - z drugiej dość przerażające - że to w kółko jedna i ta sama firma.
Na koniec, czy jest coś co bym w Buzz chciał zmienić? Jest jedna rzecz ... IMO całość powinna siedzieć w Readerze nie w Gmailu, bo tam IMO bardziej pasuje. Cała reszta rzeczy które mi jakoś nie pasują klasyfikuję jako te które i tak prędzej czy później zostaną poprawione.
Od wielu lat tankuję paliwo głównie na stacjach BP. Dlaczego? Bo przywiązali mnie do siebie kartą na punkty za którą nie chcieli danych osobowych. Chodziło tylko o to, żeby na stacji BP tankować i tyle. Między innymi dlatego, jeśli miałem do wyboru 2 stacje i jedną z nich była stacja BP zawsze wjeżdżałem doładować punkty. Robiłem to bez większego zastanowienia, ot taki odruch i tyle. Na cenę paliwa nigdy nie patrzę, bo mój głupi mózg jest jakoś tak skonstruowany, że o ile bez problemu pamiętam, że częstotliwość vsync w ATARI ustawiało się w &hff820a (czego od lat z górą 15 nie używałem), o tyle nie jestem w stanie zapamiętać co ile i gdzie kosztuje.
I tak było, aż do teraz. Firma zdecydowała się na wymianę kart, tym razem chcą już mieć dane do spamowania, co skutkuje tym, że podziękowałem za uprzejmość. To co ja i reszta rodzinki uzbierała wymienimy na cokolwiek, albo po prostu wyrzucimy na śmietnik i po robocie. Podejrzewam, że z takim podejściem jestem w mniejszości, ale na pewno nie jestem jedyny. Ciekaw jestem, czy marketoid który podjął decyzję o wymianie był świadom, że w pewnym sensie strzela do własnej bramki.
Jest przecież jasne, że te wszystkie ich „nagrody” w stylu komplet narzędzi za 30zł w markecie budowlanym, to tylko taka zabawa bo z ekonomicznego punktu widzenia znacznie lepiej zatankować auto na tańszej stacji i różnicę od razu wydać na „nagrodę”.
Więc skoro punkty za tankowanie to tylko taka zabawa i przywiązanie podświadomości użytkownika do siebie to imo akcja dane za nic nie warte nagrody to poważny fail ze strony stacji. Tyle ...
Wymyśliliśmy sobie, że na sylwestra zamówimy żarełko u chińczyka i będzie git. Od zamawiania jest Nelka, bo ja się jakoś zawsze gubię, plan zakładał, że odbiorę zamówienie wracając do domu. Obydwoje siedzieliśmy w pracy tylko od mojej strony był dostęp do internetu z przyczyn różnych. No to wygooglałem i podałem numer do "Pekinu". Po 15 minutach Nelka dzwoni, że albo mają zamknięte, albo coś bo telefon głuchy "this is nie ma takiego numera czy coś w ten deseń". Ok, jest jeszcze ta knajpa na Świętym Marcinie - "Azalia", znów Gógel i kolejny numer. Żadna sprawa. Po chwili telefon z informacją (to ważne).
Dodzwoniłam się do Pekinu, zamówiłam będzie czekało!
- Dzień dobry, ja z restauracji Pekin miał Pan odebrać jedzenie
- Ale ja odebrałem!
- A co Pan odebrał?
- Nie wiem, żona zamawiała, zawiozłem do domu i już mnie tam nie ma. Zaraz oddzwonię.
Kilka razy spotkałem się w starych laptopach z problemem kursora myszy który samowolnie udawał się w sobie tylko znanym kierunku. Trafiło też jakiś czas temu we Freda (starą Tecrę znaczy). A że ta była mi chwilowo potrzebna na dłużej co wykluczało permanentną obsługę z klawiatury, kursor siedział cały czas schowany w lewym dolnym rogu ekranu.
W pierwszym odruchu chciałem po prostu wyłączyć myszkę w systemie (u Freda mieszka Windows XP), kłopot polega na tym, że się nie da. Można odinstalować co powoduje, że winda chce zrobić restart, po którym instaluje łechtaczkę z powrotem, opcja wyłączenia urządzenia jest nieaktywna (de facto nieobecna).
Wpadłem na pomysł, że po prostu odepnę łechtaczkę od płyty i być może w ten sposób pozbędę się problemu. A kursor na ekranie napędzę za pomocą myszy podłączanej do USB.
Długo się nie zastanawiając wymontowałem klawiaturę dokonałem dwóch obserwacji:
Jakiś czas temu Flickr poinformował mnie, że udało mi się osiągnąć limit 200 fotek w photostream, który dają za darmo. Sprawdziłem, faktycznie, ale okazało się, że limitowany jest Photostream, a nie to co jest pochowane w sety, a że wszystkie fotki były w jednym z 3 setów, to pomyślałem, że mi to ryba. Zresztą i tak jeśli czegoś szukam na własnym Flickerze to zwykle szukam po tagach, a w każdy inny sposób poza photostream dostępne były wszystkie fotki.
Ostatnio wrzuciłem kolejną porcję fotek z hackera po czym okazało się, że ... limit zaczął działać bardziej
i fotki zaczęły znikać na wszystkie możliwe sposoby. Zostałem więc niejako zmuszony do wykupienia konta płatnego, bo do przeniesienia się gdziekolwiek indziej na razie nie ma mnie co zmusić, szczególnie, że przegenialny interface flickera co chwila robi się jeszcze lepszy.
Tym samym chciałem odszczekać, sposób na limit w postaci dodania fotek do setów. Wydawało mi się, albo coś poprawili, w każdym razie to nie działa.
W Smarku strzeliła żarówka w przednim reflektorze. Zdarza się najlepszym żarówkom, a że Mamusia siedzi w domu z Hackerem to Tatuś korzysta i parkuje przed pracą w miejscach gdzie teoretycznie zaparkować się nie da.
W drodze z pracy kupiłem H4, jeszcze na stacji obejrzałem okolice przedniego reflektora ... nie na to musi być jakiś knyf
pomyślałem i pojechałem do domu.
Gdzie jest instrukcja od autka? No jest. Wersja europejska (mało obrazków), lokalizacja: FR-fr ... nic nie kumam, ale przynajmniej żarówkę kupiłem na pewno dobrą. Do auta, i znów oglądam, i tak i siak, sięgam. No da się, ale przecież nikt nie wymyśliłby, że to tak... Zapytajmy Gógla.
Heh ... to jednak tak, przez otworek wielkości ręki i na ślepo. O tak: Changing the headlight bulbs. Udało się, no bo jak się miało nie udać, ale kto to kurde wymyślił?! :D Swoją drogą życzę powodzenia jeśli nie wymieniało się żarówek samochodowych wcześniej w normalnych (bardziej komfortowych) warunkach i nie do końca wie się jak zapiąć zamki na żarówce H4.
No to się wyżaliłem :D
Nie masz czasu poczytać książki? Nie wyrabiasz się do tego stopnia, że spacer
to tylko takie słowo, archaizm jakiś? A g.* prawda, jest nawet sposób, żebyś sam się o tym przekonał. Jak? Normalnie, dziecko sobie zrób (w wersji light kup sobie psa, ale to nie to samo) :D. I nie ma to tamto, na spacer trzeba iść i już, rewelacja! Ba ... spacerem to się nawet można wymigać od różnych a obiecywałeś, że .* i co?
;-).
Jasne, zaraz mi jeden z drugim powie, że się nie znam, że dopiero zobaczę, że Pan Stasio jeszcze nam da popalić. Być może coś w tym jest, ale jest też faktem, że od czasu jak Pan Staś u nas zamieszkał, ja mam wolnego czasu więcej, lub być może po prostu mniej go marnuję klikając bez sensu.
Żeby połazić ot tak, bo ładna pogoda chciało mi się
raz na kilka tygodni, teraz chodzimy za każdym razem jak jest ładnie i czasem nałogowo (ostatnio spędziliśmy w lesie ponad 6h w trzech taskach, z przerwami na jedzenie :D). Można usiąść w ładnym miejscu i poczytać, można zassskoczyć długiego wijącego (BTW kto to jest ten czarny? Zaskroniec - taki normalny - mnie kiedyś do zawału prawie w Noteckiej
doprowadził - przepływając obok - wyglądał ... jak zaskroniec, a ten to kto? Zaskroniec w żałobie? :D). Można wreszcie (dla maniaków) po prostu łażąc tam i z powrotem rozwiązać w głowie służbowe problemy, lub po prostu zauważyć, dlaczego niektórzy krzyczeli Eureka
w wannie, czyli przecież nie w pracy. My jednak z Panem Stasiem wolimy na spacerach zastanawiać się gdzie musimy kiedyś pojechać i co koniecznie zobaczyć ... pasjonujące zajęcie tylko chyba muszę zacząć robić notatki.
Wariat jak i reszta populacji ma tę niewygodną cechę, że się starzeje. Dzieje się to z jednej strony z zadziwiającą regularnością (częstotliwość wynosi około 365,2416 dnia), z drugiej strony jak gdyby coraz szybciej kurka :).
Anyway wariat się znów postarzał kilka dni temu, a nieoceniona Mama zatroszczyła się o "tort" godzien tej doniosłej chwili...
... to ja wracam do degustowania ;-)
Oderwałem się na chwilę od (prób) zgłębiania tajemnic mod_perl w celu udać się w miejsce gdzie nawet Król etc. Usiadłem wygodnie, chciałem oddać się tradycyjnej zadumie, ale ... przez uchylone okno dobiega dudnienie jak gdyby... Hmm. Gigantyczna pralka z wybitymi łożyskami podczas wirowania. WTF?!
Jeśli ktoś wie co to, to jest to google.pl. Zapytrałem: "koncert stadion lecha" ... i wszystko jasne: Stadium of Sound.
No to już wiem jak brzmi koncert z odległości kilku km ;-)
Życie w offline zakończone. Dziś (z bagatela 24godzinnym opóźnieniem) dotarł modem od neostrady. Zamówiłem sagema, przyszedł thompson ... cuż to w końcu tylko telekomunikacja ;-). Bokiem, jeśli cokolwiek, gdziekolwiek będziecie mieli wysyłać za pomocą przesyłki kurierskiej to szczerze odradzam niejaki Masterlink aka DPD. Nie wiem jak się tam wysyła i ile płaci, ale obsługa klienta który czeka na odbiór przesyłki porażka. Jakie oni cuda wyprawiali, długo by gadać, napomknę tylko:
- Proszę zadzwonić po 18:00 - Ale po 18:00 nie pracujecie i nie odbieracie telefonów - No tak, rzeczywiście.
Tak czy siak muszę potwierdzić, że instalacja tego cuda w Gentoo Linux nie jest w tej chwili jakoś strasznie problematyczna, bo sprowadza się do zmergowania paczki net-dialup/speedtouch-usb i wykonania tego co każą w ebuildzie i działa.
Aaaa wcześniej, żeby mieć internet via neostrada trzeba mieć internet :D I odwiedzić stronę rejestracja.neostrada.pl w celu wygenerować login i hasło. I tyle.
Teraz mogę się zastanawiać, czy ten Sagem faktycznie jest lepszy (szybszy) od Thompsona. Mój modem mówi do mnie tak:
coyote ~ # dmesg | grep -i adsl
ATM dev 0: ADSL line is synchronising
ATM dev 0: ADSL line is up (1312 kb/s down | 320 kb/s up)
320kbps to i tak mniej niż 512kbps które wg. wikipedii stanowi limit możliwości modemu. A skoro tak, to chyba nie warto kombinować.
OK ... konieć tego klepania, czas posprzątać w RSSach ... aż boję się odpalić GR, po takim czasie w offline ;-)
Aaaa mój pierwszy dynamicznie popsuty IP, q pamięci ;-) Twój adres IP to: 83.20.64.126 A jego nazwa symboliczna to: epw126.neoplus.adsl.tpnet.pl
Wspominałem już o super tajnym projekcie. Czas nadszedł aby ogłosić iż po kilku miesiącach, lub stosując oficjalne miary czasu kilkudziesięciu tygodniach Nasz fork uznał iż gotów jest do odłączenia od procesu macierzystego i tem samem zainicjowania własnego procesu o PID=1.
Ponieważ jakby nie było eksperymentalny projekt wymagał wydania publicznego release, bez żadnych wersji beta, czy nawet Release Candidate, przygotował się cwaniak i ostateczna kompilacja jądra nowego systemu trwała, trwała i trwała... pewnie on też na Żętoo, ale co zrobić, jaki ojciec ... :D
Tak czy siak i prostymi słowy dziś około godziny 4:30 CEST po ~41 tygodniach od zainicjowania i około 7h walki z przeznaczeniem na ziemi pojawił się Staś.
Z kronikarskiego obowiązku jeszcze może...
New geek Staś() {
Staś.BirthDate => '25-06-2007';
Staś.BirthTime => '4:25';
Staś.BirthUnixTimestamp => '1182738300';
Staś.BirthWeight => '2,67 kg';
Staś.BirthLength => 'tata nie mówił, że nie ma sklerozy ;-)';
Staś.AvPoints => '9/10';
}
Nie urodził się o dziwo z dystrybucją linuksa w łapce, nie wygląda też na szczęście jak Mozilla, ale jednego możecie być pewni...
Staś Wam jeszcze pokaże!!! :)
A teraz Panie i Panowie! ZDROWIE STASIA!!!
P.S. Nie wyspany acz szczęśliwy jak nie wiadomo co Tato oddaje wszelkie możliwe honory wszystkim Mamom tego świata. Każdy facet wie, że sprawa nie jest trywialna, ale nowy Tato już wie jak bardzo nie jest! Uszanowanie Wszystkim Mamom!
W związku ze zbliżającym się dużym wydarzeniem przyspieszyliśmy ostro z remontem mieszkania, czego skutkiem jest to, że mieszkamy już u siebie i ... jesteśmy offline. No prawie bo po kilku godzinach nierównej walki działa połączenie po GPRS via Bluetooth. Oczywiście jak to u mnie nie działa tak jak bym chciał i jak mogłoby działać, ale o tym innym razem.
Tak czy siak trzeba się do sieci podłączyć i tu zaczynają się schody, dylematy i co tylko.
Do wyboru jest właściwie telekomuna i ... telekomuna, łącze od Netii via kabel od telekomuny niby też jest rozwiązaniem ale jakoś boję się, że gdyby coś to jedni będą zwalać na drugich, a ja będę offline. W pierwszym odruchu myślałem tylko o DSL bo stałe IP wygodna sprawa, tylko ... 250kbps za 96zł/miesiąc, 500kbps za 108zł/miesiąc. Drogo i na dodatek powoli. Długo przy tej opcji obstawałem, ale ostatecznie uległem sile argumentów i zdecydowałem się na neostradę, 1Mbps w neo za 56zł na miesiąc jest do wytrzymania. I już byłem zadowolony z dokonanego wyboru kiedy pojawił się naprawdę trudny do przeskoczenia problem. Modem... jaki modem wybrać, bo mają pięć Innymi słowy... I need help folks!. Dostępne są następujące możliwości:
Kolejny problem (już jak będzie sieć) z którym przyjdzie mi się zmierzyć do DynDNS, i tu będę szukał podpowiedzi co do tego gdzie u kogo załatwić. Chodzi mi o przekierowanie mojej własnej domeny, nie aliasa do domeny usługodawcy, tak żeby działało https?|s?ftp|pop3|smtp|imap|ssh|xmpp ... a najlepiej, żeby wszystko działało ;-). I pewnie następne dylematy w przyszłości. Ale na ten teraz jest pytanie. Czy wybór modemu ma jakieś znaczenie i jeśli tak to który.
Zdarzyło się ostatnio tak, że zadzwoniła do mnie koleżanka Mamy chwaląc się
problemem pod tytułem wirusy jedzą mi komputer
. Cóż było robić, zapakowałem Coyota w plecak i poszliśmy na spacer. Na miejscu już od początku było wiadomo, że będzie wesoło...
- Jaki jest klucz do sieci bezprzewodowej?
- Co jakie jest?!
- ok zobaczymy ... jakie jest hasło do routera?
- hasło?!
Kliku, kliku ... no tak admin/admin jak miło, że nie musimy marnować czasu na włamywanie się do sieci :D
Po wklepaniu klucza Network Manager załapał od razu, jak ja go lubię :D co pociągnęło za sobą z kolei dyskusję ...
- A ty masz jakiegoś antywirusa?I to teoretycznie byłby dobry moment, aby ewangelizować w kierunku zmiany OS, ale byłoby to bezcelowe raczej, i przyniosło więcej szkód niż pożytku. Skupiłem się więc na obarczeniu całą odpowiedzialnością
- Nie
- To nie boisz się, że ci się komputer zawirusuje?
- Nie, bo wirusy są na windowsy, a ja nie mam :)
- Nie rozumiem
niebieskiego ei samego Worda, no bo kto mi zabroni ;-).
ofiarybył zainstalowany (przez jakiegoś znajomego) program antywirusowy. Zainstalowany kilka dni wcześniej już po wykryciu problemu, tylko tych wirusów było ooooo tyle, a program za każdym razem mówił, że usunięcie może spowodować popsucie pliku. No a pliki były ważne ... najważniejsze wręcz.
Jak bezpiecznie pozbyć się wirusów z kilkuset plików z dokumentami Worda?
Moje Dokumenty ale bez wirusów
Ponieważ miałem do otwarcia i zapisania ponad 5000 plików to klikanie było trochę bez sensu ... znaczy jakiś czas klikałem, aż wku^W zmęczenie przyniosło myśl, że komputery są od tego, żeby nudne rzeczy działały automagicznie
:
$ for i in *.doc; do echo "$i"; abiword --to=doc "$i"; done
co ma w założeniu, otworzyć po kolei dokumenty z plików *.doc i zapisać je w formacie doc, czyli w tych samych plikach.
Ale dzieje się coś dziwnego...
$ ls -l
razem 61
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 8744 maj 10 15:18 Dokument - bashem go.doc
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 9368 maj 10 15:16 Dokument - Save.doc
-rw-r--r-- 1 wariat wariat 21504 maj 10 14:54 Dokument.doc
Dokument.doc
to zaświrusowany oryginał. Dokument - Save.doc
to dokument oryginalny otwarty AbiWordem i zapisany (^S) pod tą samą nazwą. Dokument - bashem go.doc
to wynik odpalenia AbiWorda z parametrem --to=doc.
Być może powinienem użyć innej opcji paramatru --to dla abiworda, tylko ... no włąśnie jakiej? Za helpem:
-t, --to=FORMAT Target format of the file (abw, zabw, rtf, txt, utf8, html, latex)"doc" zadziałało jakoś tam, ale jakie są inne możliwości? Chętnie się dowiem. Tak czy siak MSWord plik otwiera, choć twierdzi (pewnie nie bez racji), że to plik RTF i trzeba kliknąć OK żeby poszło dalej, ale jak wspomniałem docelowo pliki będą otwierane przez OOo, więc pobawię się nimi tylko jeśli i ten będzie się buntował.
Przy okazji po raz kolejny zacząłem się zastanawiać nad ODF jako takim, które oczywiście jest ważne i powinno być stosowane wszędzie. Ale ... co z makrami? Przecież te tak czy siak nie będą przenośne (bo co edytor to inny język skryptów). Ok zgoda, w rozprowadzanych, że tak powiem anonimowo na zewnątrz dokumentach makra to coś wysoce nie pożądanego. Dokument ma być dokumentem. Ale jednak ... jeden ktoś zmontuje sobie arkusz w gnumeric'u, oskryptuje w Pythonie i co dalej? Ani OOo i OOBasic, ani Excel i VisualBasic(?)... coś mi się wydaje, że ten problem jest wysoce nierozwiązywalny... Tylko to już inna bajka.
Młody przyniósł wejściówki na niejaki Shell V-Power day Retail Event, czyli w skrócie na Tor Poznań w celu popatrzeć na czerwone autka ;-). Mieli jeżdzić Michael Schumacher, Marc Gené i kilku w tym wypadku nieistotnych różnych takich. No to wziąłem aparat i pojechaliśmy
Na miejscu tak sobie, ot niewielka impreza na Torze. Oczywiście skoro zaczynało się o 13.00 to musieliśmy się spóźnić na tyle, że starych (i zarazem najfajniejszych) F1 nie udało się ustrzelić, ale później znaleźliśmy zakręt i jeszcze jeden, gdzie dało się pofocić z bliska, i skąd wywalili nas, jak już i tak mieliśmy dość ;-).
Zawsze mówiłem, że fotografowanie obiektów w ruchu to nie moja działka, co daje prosty wniosek, że każda okazja aby potrenować jest ważna i nie należy jej opuścić.
Ferrari - Tor Poznań 2007 by wariat
Organizacyjnie impreza taka se, ale autka ładne więc się wyrównało :)
Tytuł notki? A bo jest taka jedna piosenka z gatunku disco Bulgario
... pasowałoby jak ulał gdyby nie to, że tam autor rozmawia z Bogiem podobno, ale jak wiadomo jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie ;-) ... i nie, nie jestem tak na milion procent pewien pisowni :D
Firewall już niepotrzebny, tylko przeszkadza i generalnie takie czasy. Firewall jest passe i basta.
Istniały nadzieje, że dzięki rezygnacji ze zbędnego oprogramowania uda się w końcu zarejestrować i złapać w pułapce przelatujące i niknące zwykle w /dev/null pakiety.
Cierpliwość została nagrodzona! Po kilku miesiącach obserwacji proces Neli sforkował.
Niezależne testy
potwierdziły, że pojawił się nowy nikomu wcześniej nieznany proces potomny połączony z procesem macierzystym za pomocą stworzonego w real time szyfrowanego tunelu danych. Wyniki testów
w dniu wczorajszym zostały potwierdzone metodą obserwacji za pomocą fal ultradźwiękowych.
Fork (codename: Staś*) rozwija się w tej chwili samodzielnie i wiele o nim powiedzieć na razie nie można poza tym, że:
(22:50:01) Artur: Napisz tam firefox niech ta Planeta sie w końcu do czegos przyda
(22:51:34) wariat: heh... ok
o starych Polokachpóżniej już normalnie, łazęgowanie po lesie, pizioro, wyprawa do wsi po zaopatrzenie dla skrzynki ;-), nocne odwiedziny koziołka, który podchodził na kilkanaście metrów do naszego obozu i ... jak to zwykle w lesie.